Listy top #

10 najlepszych (według mnie) odcinków Star Trek: Lower Decks

Lower Decks

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do Star Trek: Lower Decks.

Tak więc Star Trek: Lower Decks dobiegło końca! A wydawało się, że dopiero niedawno dzieliłam się swoimi wrażeniami z pierwszego odcinka i myślałam, że humor nie jest zbyt dobry.

Pierwotnie chciałam podsumować po prostu Lower Decks w krótkiej notce (tak jak to zrobiłam z Picardem), ale doszłam do wniosku, że o wiele lepiej byłoby przedstawić odcinki, które uważam za naprawdę dobre, tak pod kątem fabularnym, jak i pod kątem postaci i ich wzajemnych relacji. Po długim namyśle powstała właśnie ta lista. Starałam się, aby nie była zbyt subiektywna (i kusiło mnie, aby dodać do niej crossover Lower Decks ze Strange New Worlds) – kilka pozycji należy do moich ulubionych odcinków, ale jest też kilka mniej lubianych przeze mnie epizodów, które jednak potrafię docenić.

Nie przedłużając, oto dziesięć najlepszych (według mnie) odcinków Star Trek: Lower Decks.

Miejsce dziesiąte: Terminal Provocations (1×6)

Zaczynamy od odcinka z pierwszego sezonu, który interesująco podchodzi do relacji między Bradwardem Boimlerem i Becket Mariner, a także pokazuje nieco mroczniejszą stronę Samanthana Rutherforda.

Terminal Provocations ma trzy główne wątki. W pierwszym kapitan Freeman stara się pokojowo rozwiązać spór ze zbieracką rasą Drukmani, która chce przejąć nafaszerowany technologią Gwiezdnej Floty złom. W drugim Tendi zwierza się Rutherfordowi z tego, że nie przeszła testu na kosmiczny spacer, więc inżynier proponuje jej wzięcie udziału w holoprogramie szkoleniowym, który sam zbudował. W trzecim wreszcie Boimler i Mariner mają za zadanie sprawdzić małe rdzenie warp, ale nie chcą przegapić imprezy pokładowej, więc chorąży Fletcher proponuje, że ich wyręczy… ale po powrocie zastają go nieprzytomnego i bez jednego z rdzeni.

Fletcher wcześniej dał się poznać jako całkiem sympatyczny chorąży, jednak im dłużej Boimler i Mariner z nim przebywają, tym bardziej okazuje się on nieco głupim, nieodpowiedzialnym i skłonnym do ratowania własnej skóry za cenę kolegów typkiem. Warto też zaznaczyć, że do tej pory Brad Boimler i Becket Mariner ciągle się żarli, Mariner nawet pakowała Boimlera w kłopoty i naigrywała się z jego neurotycznej potrzeby przypodobania się starszym stopniom; a on sam wielokrotnie krytykował jej skłonność do łamania zasad i ryzyka. Jednak w zestawieniu z Fletcherem, zarówno oni, jak i widownia dochodzą do wniosku, że w sumie nie są tacy źli i w zasadzie przez cały odcinek współpracują.

Wspominałam też, że w tym odcinku widzimy mroczniejszą stronę Rutherforda. Dotąd był on bardzo pozytywnie nastawionym do życia, przemiłym inżynierem, który mówił: „Okey-dokey” i dogadywał się z Tendi, jako że oboje są jak małe promyczki słońca. Tutaj zaś Rutherfordowi zdarza się znęcać na stworzonym przez siebie hologramem szkoleniowym, Badgey’m, bo jest on powolny.

Swego czasu wyciągnęłam również paralelę między Fletcherem a Rutherfordem w tym odcinku, gdyż tak samo jak Fletcher bawi się sztuczną inteligencją w rdzeniu warp, przez co się ona później buntuje, tak i Rutherford źle traktuje Badgey’ego, przez co hologram jest żądny zemsty na swoim „ojcu” i zagraża też Tendi. Podczas gdy Fletcher wymusza na Boimlerze i Mariner, aby go kryli, i nie poczuwa się do odpowiedzialności za swoje zachowanie, Rutherford w końcu bierze odpowiedzialność za to, jak traktował Badgey’ego i woli sam z nim walczyć, niż pozwolić, aby skrzywdził Tendi.

Ostatecznie inżynier jest zmuszony zabić swojego „syna”, ale Badgey wraca jeszcze kilka razy w przeciągu trwania serialu. Z kolei Fletcher dostaje to, na co zasłużył.

Miejsce dziewiąte: Hear All, Trust Nothing (3×6)

Trochę się wahałam, czy wstawić ten odcinek tutaj, czy nie, gdyż wlicza się w tak zwane Ferengi Episodes, a ja już mam innego kandydata do tej listy, który o wiele lepiej działa jako ten typ odcinka. Niemniej jednak postanowiłam, że jednak Hear All, Trust Nothing się tutaj znajdzie, z dwóch powodów: Deep Space Nine i Tendi.

W dużej mierze jest to list miłosny do Star Trek: Deep Space Nine. Odcinek dzieje się w całości na tytułowej stacji, zawiera żart z openingu tamtej serii, a załoga Cerritos wchodzi w interakcje z dwiema postaciami z DS9: major Kirą Nerys (wraz z którą szef ochrony, Shaxs, walczył o niepodległość Bajoru) oraz Quarkiem. I powiem Wam, że choć bardzo się podjarałam tym, że Armin Shimerman wrócił do roli po latach, tak sam Quark nie został zbyt dobrze wykorzystany, w moim odczuciu. W zasadzie sprowadza się go do roli cwaniaczka, który chce zbić interes w niezbyt uczciwy sposób. I tak, Quark miał wielokrotnie takie momenty w swoim życiu, ale jest o wiele bardziej złożoną postacią, dzięki której poznawaliśmy niuanse Ferengi. Mogę trochę zrozumieć dlaczego jest taki, a nie inny: w końcu do bardzo krótki odcinek i inne postaci z pozostałych serii Star Treków, które pojawiają się w Lower Decks, też były nieco uproszczone… niemniej jednak szkoda, że mój ulubieniec nie pokazał się z lepszej strony.

Moim zdaniem tym, w czym Hear All, Trust Nothing naprawdę błyszczy, to wątek Tendi, która na DS9 spotyka innego Oriończyka w Gwiezdnej Flocie, Meska. Mesk ma bardzo stereotypowe i powierzchowne wyobrażenie na temat oriońskiej kultury – w zasadzie nieco gloryfikuje pirackie tradycje tej rasy. Z kolei Tendi przez całą serię utrzymuje, że Orioni to nie tylko piraci i złodzieje, a jednocześnie znana jest w półświatku jako Pani Zimowych Konstelacji, czego się bardzo wstydzi. Już miała w drugim sezonie momenty, kiedy dała się poznać jako świetna wojowniczka, ale tutaj jej oriońskie wychowanie ratuje w zasadzie życie jej, Meskowi i Rutherfordowi i dziewczyna odkrywa, że niekoniecznie musi się go wstydzić.

Miejsce ósme: Reflections (3×5)

Reflections z jednej strony rozwiązuje zagadkę cybernetycznego implantu Rutherforda, która będzie grała większą rolę w finale trzeciego sezonu Lower Decks; a z drugiej strony pokazuje, kim kiedyś był i jak się zmienił Samanthan Rutherford.

Ostatnio Rutherford ma problemy ze snem z powodu koszmarów i to odbija się na jego pracy. Po zeskanowaniu go, Tendi odkrywa, że w jego implancie znajdują się pliki cache, które powodują ten stan. Rutherford usuwa je, ale wtedy jego implant zaczyna szwankować i nagle inżynierowi zmienia się osobowość. Z przemiłego, uwielbiającego Gwiezdną Flotę chłopaka zamienia się w klnącego, nieco zboczonego i wrednego typa, który uważa Cerritos za łajbę. „Prawdziwy” Rutherford przemawia do niego przez lustrzane odbicia, ale jest też w stanie uszkodzić implant, tym samym opóźniając „oszusta”. W końcu inżynier traci przytomność, a że implant nie może przetrzymywać dwóch wersji tej samej osoby, Ratherfordowie postanawiają się ścigać w pojazdach kosmicznych o to, kto ma zostać.

Reflections przedstawia nam zupełnie innego Samanthana Rutherforda od tego, którego znamy: widzimy, że tamten Rutherford kochał ryzyko, był trochę samotnikiem i gburem, a do tego często startował w nielegalnych wyścigach przez Strefę Neutralną. Jego nowa wersja, którą znamy na co dzień, nie pamięta tego. Cokolwiek stało się tamtemu Rutherfordowi zupełnie zmieniło jego osobowość. Oczywiście żadna z wersji nie chce porzucać ciała i ginąć, i przez dłuższy czas „stary” Samanthan widzi w „nowym” słabość i lamerstwo. W gruncie rzeczy, „nowy” Rutherford wygrywa, dzięki przewadze, jaką dała mu nowa osobowość i „stary” Rutherford to przyznaje… ale na odchodnym przekazuje mu wspomnienie wypadku, w wyniku którego zyskał implant.

W między czasie Boimler i Mariner zostali oddelegowani, aby na targach pracy reprezentować Gwiezdną Flotę i zdobyć kilku nowych rekrutów. Problem w tym, że inni spoglądają na nich z góry i ciągle wyśmiewają Flotę, i choć Mariner bardzo chce coś im zrobić, musi być grzeczna. Zakończenie tego wątku jest po prostu epickie.

Miejsce siódme: Something Borrowed, Something Green (4×4)

I znów mamy odcinek o D’Vanie Tendi i jej korzeniach, ale tym razem wreszcie możemy zobaczyć, jak wygląda Orion.

Tendi zostaje poinformowana przez kapitan Freeman, że jej siostra, D’Erica wychodzi za mąż i Tendi została zaproszona na wesele. Ponieważ o Orionie jest bardzo mało informacji, Wulkanka T’Lyn postanowiła pojechać wraz z Tendi, aby sporządzić raport dla wulkańskiej Wysokiej Rady, zaś Mariner zabiera się z nimi, aby poznać lepiej Tendi i wesprzeć ją emocjonalnie. Mamy więc tutaj trochę taki damski wypad. Na miejscu T’Lyn i Mariner dowiadują się, że ich przyjaciółka należy do jednego z najbogatszych rodów na Orionie i ma niesamowitą reputację jako Pani Zimowych Konstelacji… a także, że D’Erica została porwana.

Już przy pilocie Lower Decks wspominałam o swoich nadziejach na to, że ten serial zrobi dla Oriończyków to, co inne serie zrobiły dla Wulkanów, Klingonów, Ferengi i innych ras, których przedstawiciele byli głównymi albo drugoplanowymi bohaterami. Chociaż nadal mam wrażenie, że zawsze ten wątek sprowadzał się do: „Nie wszyscy Orioni są piratami i złodziejami, ale i tak nie pokażemy nic innego”, Something Borrowed, Something Green przynajmniej nam tego Oriona i jego kulturę pokazało. Tak, było tam kilka rzeczy, które pojawiały się już we wcześniejszych odsłonach serii – od feromonów, które odurzają męską populację, po zakazane meliny – ale przy okazji widzimy też to, jak wygląda tam wesele, jak traktowani są goście, jak wyglądają przyjaźnie i relacje rodzinne. Przede wszystkim zobaczyliśmy sam Orion. Nie powiedziałabym, że po raz pierwszy w serii, ale po raz pierwszy z dala od niesławnego Syndykatu Oriońskiego.

No i przy okazji dowiadujemy się od czego D’Vana Tendi chciała uciec i jak jej odejście z Oriona wpłynęło na jej rodzinę, zwłaszcza D’Erikę, która musiała nagle przejąć obowiązki przyszłej Głównej Córki. Później jeszcze ród Tendi wracał do Star Trek: Lower Decks – grał dużą rolę w finale czwartego sezonu i na początku piątego.

Miejsce szóste: Veritas (1×8)

Veritas uważam za przełomowy odcinek dla Bradwarda Boimlera. Do tej pory był on raczej wymoczkiem, kimś, kto chciał szybko awansować i mocno trzymał się procedur, a nawet próbował przypodobać się starszym stopniom, w tym odcinku natomiast miał swój najlepszy moment w pierwszym sezonie.

Boimler, Mariner, Rutherford i Tendi budzą się w dziwnej celi, a potem przenoszą się do miejsca, które wygląda jak ciemna sala sądowa, w powietrzu zaś wisi załoga mostka. Tajemniczy kosmita w ciemnościach żąda od „dolnych pokładów”, aby opowiedzieli, co działo się konkretnej daty gwiezdnej i mówili tylko prawdę. Problem polega na tym, że wtedy implant Rutherforda przechodził aktualizację, przez co chłopak tracił i odzyskiwał świadomość w przypadkowych miejscach; Tendi została przez przypadek zwerbowana do tajnej misji, więc musi teraz cenzurować pewne fakty, a Mariner wspomina, że została wezwana na mostek, w sam środek trudnej sytuacji dyplomatycznej.

W zasadzie przez cały odcinek chorąży nie wiedzą co się działo i o co chodzi, ponieważ starsze stopnie nie mówią im wszystkiego. Nie wiedzą nawet o co tak dokładnie oskarżana jest załoga mostka, ale próbują jakoś załagodzić sytuację. A kosmita na górze powoli traci cierpliwość, bo chce usłyszeć konkretne informacje, a chorąży mu tego nie ułatwiają. W końcu głos zabiera Boimler, który w zasadzie staje w obronie nie tylko wyższych stopni, ale i całej Gwiezdnej Floty. I jest to przemowa godna Kirka i Picarda; przemowa, w której przebrzmiewa przesłanie, że nikt nie jest doskonały, ale Gwiezdna Flota powstała, aby odkrywać nieznane. I to jest jego najlepszy moment w pierwszym sezonie; moment, w którym Boimler nie jest już tylko szukającym aprobaty popychadłem, którego prześladuje pech. Przeszedł tę próbę śpiewająco.

Miejsce piąte: Crisis Point (1×9) i Crisis Point 2: Paradoxus (3×8)

Tutaj trochę oszukuję i daję ex aequo dwa odcinki (nie pierwszy raz zresztą). Być może będą na sali ludzie, którzy uważają, że pierwszy Crisis Point jest świetny, a drugi słaby, ale ja trochę bardziej lubię właśnie Paradoxusa. Oba odcinki z jednej strony parodiują filmowe Star Treki, a z drugiej strony są jakby terapią dla Becket Mariner i Brada Boimlera.

W Crisis Point po kolejnym przejawie niesubordynacji kapitan Freeman postanawia wysłać swoją córkę, Becket Mariner, na terapię do doradcy Migleemo, który ma zwyczaj używania spożywczych metafor. Po frustrującej sesji Mariner wybiera się na holokabinę, akurat kiedy Boimler postanowił przećwiczyć rozmowę kwalifikacyjną w holoprogramie korzystającym z prywatnych dzienników załogi. Holopostaci będą zachowywać się tak, jak ich prawdziwe odpowiedniki, tak więc Mariner wpada na pomysł, aby zmienić holoprogram na „film”, w którym będzie grała bandytkę Vindictę i wyładuje się na załodze, a zwłaszcza na matce. Zniesmaczona zachowaniem Mariner Tendi po jakimś czasie opuszcza program, Boimler skupia się na holosobotwórze pani kapitan, aby przygotować się na rozmowę; a Rutherford w pewnym momencie odłącza się, aby pogadać z holograficzną wersją swojego szefa, Billupsa.

Z kolei Crisis Point 2: Paradoxus zaczyna się jako „film”, w którym grany przez Boimlera Bucephalus Dagger ratuje Cerritos przed Romulanami i musi odebrać od wroga wehikuł czasu… ale w pewnym momencie zostaje na chwilę wezwany przez Ransoma, który przekazuje mu ważną wiadomość. Po powrocie do holokabiny Boimler jest wyraźnie przybity i odłącza się od głównego wątku w poszukiwaniu sensu życia. Tendi i Rutherford zajmują się podróżującymi w czasie Romulanami, a Mariner podąża za Boimlerem i próbuje naprowadzić go na właściwy tor, bo uważa, że ten sequel kala jej arcydzieło (co jest dość ciekawe, bo zwykle klątwa filmowych Star Treków działa na odwrót – to parzyste odsłony serii są uważane za dobre, a nieparzyste – za gnioty).

Podczas gdy pierwszy Crisis Point parodiuje (przeważnie) te filmy Star Treka, gdzie pojawia się żądny zemsty przeciwnik atakujący Enterprise (Gniew Khana, rebooty), o tyle Paradoxus bierze na warsztat wszystkie te kinówki, gdzie pojawiają się nie tylko podróże w czasie (Powrót na Ziemię, Pierwszy Kontakt), lecz także próby stworzenia czegoś bardziej głębokiego (pierwszy film kinowy, Generations, Ostatnia Granica). W pewnym sensie te wątki pasują do Mariner i Boimlera, zwłaszcza w tamtych momentach ich życia. Mariner chciała się wyżyć na matce i wyrzucić z siebie wszystko, co ją denerwowało w kapitan Freeman, łącznie z poczuciem, że rodzicielka nigdy nie staje po jej stronie. Z kolei Boimler marzy o tym, aby być kiedyś kapitanem i uwielbia przeszłość, ale wiadomość, którą otrzymał od Ransoma wpędziła go w kryzys egzystencjalny i dlatego właśnie postanowił poszukać sensu życia wśród postaci pobocznych w swoim „filmie”, które na początku miały służyć tylko za tło dla bazaru na pewnej planecie.

Miejsce czwarte: Where Pleasant Fontains Lie (2×7)

Znów przytaczam odcinek, w którym widać rozwój postaci Boimlera… ale też mamy szansę spojrzeć, dla odmiany, na postać szefa inżynierów, Andy’ego Billupsa, zwierzchnika Rutherforda.

Mariner i Boimler dostają misję, aby przetransportować do Instytutu Daystroma zbuntowaną sztuczną inteligencję AGIMUSa. Niestety po drodze rozbijają się na nieprzyjaznej planecie, replikatory nie działają, a AGIMUS próbuje manipulacją przekonać ich, aby podłączyli go do panelu sterowania.

Przy czym warto tutaj wspomnieć o tym, że w tym konkretnym momencie historii Lower Decks, Boimler świeżo wrócił z Tytana, gdzie służył pod Williamem Rikerem i zdobył cenne doświadczenie. Mariner na początku drugiego sezonu jest na niego zła za to, że w ogóle przyjął awans na Tytana i że po powrocie ciągle mówi o swoim pobycie tam; a zarazem nadal uważa, że Boimler nie jest gotowy na bardziej niebezpieczne misje. Podczas tego odcinka wygląda na to, że AGIMUSowi udało się przekonać do siebie Boimlera i skłócić go z Mariner, ale nie, okazuje się, że Boimler miał wszystko pod kontrolą, musiał tylko przekonać przyjaciółkę, że AGIMUS go zmanipulował, aby oszukać sztuczną inteligencję. I wiecie, w pierwszym sezonie Mariner musiała sama zaaranżować sytuację, w której Boimler poczuje się bohaterem; w drugim sezonie już nie potrzebuje takich sztuczek i Where Pleasant Fontains Lie pokazuje to najlepiej.

Ale, ale, wspominałam, że jest to też odcinek o Billupsie. Otóż dowiadujemy się, że Billups pochodzi z planety Hysperia, skolonizowanej przez fanów renesansowych festiwali i gdzie nawet maszynom nadaje się fantastyczne nazwy. Tak się składa, że królowa Hysperii, Paolana, jest matką Billupsa i nie pochwala jego kariery w Gwiezdnej Flocie, tym razem jednak prosi go o pomoc w sprawach inżynieryjnych.

Generalnie widać, że Paolana jest trochę taką wariacją na temat Lwaxanny Troi, matki doradczyni Troi. Za każdym razem, kiedy Lwaxanna wchodziła na pokład Enterprise Picarda albo na stację Deep Space Nine, przez większość czasu irytowała swoim zachowaniem i wprowadzała chaos, aby zaraz potem pokazać trochę głębi. Osobiście nigdy jej nie lubiłam, ale na podobnej zasadzie jak nie lubiłam Q. Natomiast królowa Paolana jest zdecydowanie postacią negatywną, która chce zmusić syna do przejęcia tronu, i nie ma w sobie nic głębszego.

Billups jest chyba najbardziej sympatycznym członkiem załogi mostka. Do pozostałych musieliśmy się przekonywać (zwłaszcza do kapitan Freeman, Shaxsa czy doktor T’Any), a Billups od samego początku był przemiły i bardzo pomocny, zwłaszcza dla Rutherforda. A w tym odcinku okazuje się, że pochodzi z królewskiego rodu i według hysperiańskiego prawa przejmie tron dopiero, jak straci dziewictwo. Tak więc jeśli chce pozostać inżynierem, musi pozostać prawiczkiem. To też świadczy o jego miłości do inżynierii i Gwiezdnej Floty, że jest gotowy na takie poświęcenie (chociaż może jest aseksualny, więc mu tym łatwiej), a jednocześnie kiedy tylko wydaje się, że musi przejąć tron, z bólem opuszcza Cerritos (ale Rutherford i Tendi go ratują).

Miejsce trzecie: Parth Ferengi’s Heart Place (4×6)

Teraz wracamy do tematu tak zwanych Ferengi Episodes.

Widzicie, od Następnego Pokolenia aż do Enterprise, Star Trek miał tradycję wstawiania przynajmniej kilku odcinków o rasie Ferengi. One różnie wychodziły i oczywiście najlepsze były te w Star Trek: Deep Sapce Nine, jako że Quark nadawał tej rasie pewnej głębi i generalnie nigdy wcześniej ani nigdy później Ferengi Episodes nie były tak dobre. Tak czy inaczej, „Nowe Treki” nie próbowały kontynuować tej tradycji…

Poza Lower Decks. Najpierw było Mugato, Gumato, potem wspomniane wyżej Hear All, Trust Nothing, a wielką kulminacją było Parth Ferengi’s Heart Place, gdzie Cerritos przybywa na Ferenginar, bo Wielki Nagus Rom wystąpił o członkostwo w Federacji.

Jako wielka fanka tej rasy, byłam przeszczęśliwa, że Ferengi mają szansę wstąpić do Federacji, bo uważam, że ich biznesowy sposób myślenia przydałby się w strategii czy negocjacjach (Nog już to kilka razy pokazał). W tym odcinku zaś poznajemy Ferenginar na trzy sposoby.

Po pierwsze, widzimy jak kapitan Freeman i admirał Vassery prowadzą negocjacje z Wielkim Nagusem Romem i jego żoną Leetą. Vessery spodziewa się, że Rom zmiękł, bo wprowadził bardziej liberalne reformy na Ferenginarze, a poza tym przebrzmiewa w admirale pewne lekceważenie Ferengi jako rasy. Freeman z kolei podchodzi do całej sytuacji z większą ostrożnością i przygotowaniem (nawet zapamiętała Zasady Zaboru). Rom jako Wielki Nagus wydaje się dość dziecinny i głupi, ale to strategia, którą obrał wraz z Leetą, aby osłabić czujność przeciwnika… i jak zobaczymy, działa.

Po drugie, Mariner i Boimler mają za zadanie odwiedzić jak najwięcej miejscówek na Ferenginarze, aby napisać nowy przewodnik turystyczny, ale Boimlera wciągnęła miejscowa kablówka, a Mariner postanowiła się spotkać w barze ze swoim znajomym Quimpem. Warto przy tym wspomnieć, że w czwartym sezonie Mariner, Boimler, Rutherford i Tendi dostali awans na wyższe stopnie, a Mariner jeszcze pracuje pod Ransomem, który jest nadzwyczaj wspierający wobec niej, więc teraz dziewczyna czuje się z tym dziwnie. W Parth Ferengi’s Heart Place pierwszy raz Mariner zdaje sobie sprawę z tego, że sama się sabotuje i że może to mieć jakieś głębsze podłoże niż jej się wydaje. Wystarczy zobaczyć, że przez cały odcinek Mariner ciągle pije, uprawia hazard lub awanturuje się, i Quimp jasno stwierdza, że to objaw czegoś autodestrukcyjnego (w ogóle Quimp to świetna postać).

Po trzecie wreszcie, Rutherford i Tendi muszą udawać małżeństwo, aby skorzystać ze specjalnej oferty dla nowożeńców i choć na początku wszystko idzie dobrze, o tyle perspektywa intymności ich trochę peszy (zwłaszcza że w zasadzie wzięli tę misję tylko dlatego, że na Cerritos nie ma żadnego małżeństwa, a Ferengi podchodzą bardzo poważnie do ludzi, którzy próbują wyłudzić ofertę dla nowożeńców). I wiecie, niby są oni parą przyjaciół, ale wiele z ich zachowań łatwo można odczytać jako coś bardziej romantycznego. Cała ta sytuacja sprawia, że nasuwa się jeden wniosek: nawet jeśli jest jakaś romantyczna chemia między tym dwojgiem, to nie można jej popędzać czy wymuszać. Wszystko ułoży się jakoś samo.

Generalnie mamy możliwość przyjrzeć się Ferenginarowi w sposób, w jaki nie mogliśmy w Deep Space Nine (gdzie widzieliśmy tylko salę tronową Wielkiego Nagusa i dom rodzinny Quarka; no może jeszcze jakiś widok na Wieżę Handlu z oddali). Animacja jednak sprawiła, że twórcy mogli pokazać jak wyglądają ulice, muzea, hotele i bary na Ferenginarze.

Powiedziałabym wręcz, że to najlepszy Ferengi Episode od czasu DS9.

Miejsce drugie: Upper Decks (5×8)

Sam koncept Lower Decks, czyli serialu o „dolnych pokładach” wziął się z odcinka Star Trek: Następne Pokolenie, który nosił ten sam tytuł i opowiadał o chorążych pracujących pod głównymi bohaterami. Z biegiem czasu nieco naturalne wydawało się, że powinien powstać odcinek Lower Decks, który skupiałby się właśnie na załodze mostka, zwłaszcza że już ich trochę poznaliśmy, a główni bohaterowie zaczęli mieć z nimi całkiem spoko relacje. I tak oto w ostatnim sezonie wreszcie się doczekaliśmy.

Widzimy perspektywę kilku wyższych oficerów. Billups, wraz z młodą podwładną naprawia kolejne katastrofalne w skutkach usterki. Doktor T’Ana otrzymała informację o tym, że ma problemy z „zarządzaniem bólem”, bo przez swój własny próg bólu myśli, że jej pacjenci obejdą się bez znieczulenia; tak więc prosi pielęgniarza Westlake’a, aby zadał jej ból, który ona będzie w stanie poczuć. Shaxsa prześladują widma z czasów okupacji Bajoru, przeto próbuje on różnych technik, aby nad nimi zapanować i widzimy jak dosłownie walczy ze swoimi demonami. Ransom nadzoruje chorążych z różnych wacht, próbujących zająć się pewnym kosmitą, który czeka na zbadanie przez eksperta, a sprawa szybko wymyka się spod kontroli. Wreszcie kapitan Freeman robi obchód i bierze udział w różnych wydarzeniach kulturalnych organizowanych przez załogę.

Niektóre historie ogląda się lepiej (Shaxs, Bllups), a inne gorzej (T’Ana). Jeszcze inne wychodzą lepiej dopiero po jakimś czasie, chociaż możemy się spodziewać, w którą stronę pójdą. Osobiście uważam, że wątek Ransoma bardzo dużo wyjaśnia na temat jego sposobu działania do tej pory; dowiadujemy się, że wie on, mniej więcej, jak działa mózg chorążego i specjalnie udaje idiotę skoncentrowanego na siłce, aby chorąży doszli do wniosku, że lepiej im będzie działać wspólnie, niż liczyć na Ransoma.

Miejsce pierwsze: wej Duj (2×9)

Ten odcinek jest po prostu genialny.

Sam pomysł, aby zrobić scenariusz pokazujący „dolne pokłady” na statkach, które nie należą do Gwiezdnej Floty, jest fantastyczny, i choć teoretycznie skupiamy się tylko na „dolnych pokładach” na statku klingońskim i wulkańskim, to jednak przez chwilę widzimy też jak wyglądają one u Pakledów i Borg.

Generalnie mamy trzy wątki. W pierwszym Cerritos ma okazję na dłuższą chwilę relaksu, a Boimler odkrywa, że każdy z jego przyjaciół już się umówił na jakieś zajęcia z kimś z dowództwa (Tendi z doktor T’Aną, Rutherford z Billupsem i Shaxsem, a Mariner z matką), tak więc sam zaczyna szukać sobie – dość nieudolnie – „kumpla z mostka”. W drugim wątku Ma’ah dostaje „klingoński awans” i zostaje pierwszym oficerem nowego kapitana, ale im dłużej z nim przebywa, tym większe ma wątpliwości, co do jego działań. Wreszcie w trzecim wątku Wulkanka T’Lyn odkrywa, dzięki podkręconemu przez siebie skanerowi, dziwne anomalie, ale zarówno jej koledzy, jak i kapitan, uważają, że za bardzo polega ona na „instynkcie”.

Oczywiście Klingoni i Wulkani to rasy, które często widzimy i z którymi jesteśmy, w ten czy inny sposób, zaznajomieni. Wiem, co te kultury cenią najbardziej i jak operują. Zarówno Ma’ah, jak i T’Lyn są przedstawicielami swojej rasy, i cenią sobie wartości swojej kultury, ale nie są też bezkrytyczni. Ma’ah chce się przypodobać nowemu kapitanowi, ale jednocześnie widzi z czasem, że nie jest on zbyt honorowy. Z kolei T’Lyn z typowo wulkańskim stoicyzmem buntuje się przeciwko swojemu dowódcy i zajmuje się własnymi projektami, co skutkuje ciekawymi odkryciami.

Koniec końców wszystkie trzy wątki znajdują swoje rozwiązanie w finałowej scenie. Ma’ah pokonuje kapitana i przejmuje dowodzenie, aby zawrócić statek i poinformować Wysoką Radę o tym, czego się dowiedział. Z kolei T’Lyn zostaje przeniesiona do Gwiezdnej Floty, gdzie jej niekonwencjonalny tok myślenia będzie bardziej doceniony. Oboje potem wracają: T’Lyn trafia na Cerritos, a Mariner zaprzyjaźnia się z Ma’ah.

Cóż mogę powiedzieć więcej o Star Trek: Lower Decks? Kiedy dowiedziałam się, że piąty sezon będzie już ostatnim, trochę mi było żal. Miałam wrażenie, że ze wszystkich „Nowych Treków”, ten zasługuje na to, aby mieć siedem sezonów, tak jak te klasyczne Star Treki. Na pewno nie jest to koniec ich przygód, per se, i chciałabym zobaczyć ich w innych odsłonach serii, nawet aktorskich (a przecież crossover pokazał, że można). Zawsze będę obstawiać, że ten serial z jednej strony sprawiał, że Star Trek ma więcej sensu, a z drugiej – był robiony z miłością do serii.

Tak czy inaczej, Lower Decks na zawsze pozostaną jednym z moich ulubionych Star Treków i mam nadzieję, że ta lista zachęci Was do zapoznania się z nim.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź