
Powiedzieć, że Thor: Miłość i grom nie spodobał się publiczności, to jak nic nie powiedzieć.
Czwarty film o Thorze stanowił wielki powrót Natalie Portman do MCU i był drugim filmem o Bogu Piorunów od Taiki Waititiego, którego Thor: Ragnarok był bardzo dobrze przyjęty. Niemniej jednak teraz Miłość i grom uważany jest za jedną z oznak spadku formy MCU, jak również samego Waititiego. Poza tym fakt, że adaptuje dość kontrowersyjny wątek Lady Thor, też temu filmowi nie pomógł.
Właściwie powszechnie uważa się, że najlepiej wypadł tam Christian Bale jako Gorr Bogobójca.
Opis Fabuły:
Po tym jak pomimo wielu modlitw umarła jego córka, a jego bóg okazał się okrutny i nieczuły, niejaki Gorr zabija go Nekromieczem – bronią zdolną zabić bóstwa. W czasach współczesnych, po walce z Thanosem, Thor Odinson szlaja się po kosmosie ze Strażnikami Galaktyki. Tymczasem Jane Foster choruje na raka. Po tym, jak chemioterapia nic nie daje, Jane postanawia pojechać do Nowego Asgardu, bo Mjolnir podobno ma moce uzdrawiające. Na miejscu dowiaduje się, że młot Thora został zniszczony… ale kiedy tylko Jane podchodzi do jego szczątków, zaczynają zbierać się burzowe chmury. Tymczasem Thor odłącza się od Strażników, aby pomóc Lady Sif i dowiaduje się, że Gorr powziął się zadania wybicia wszystkich bogów i zmierza do Asgardu. Jego atak zostaje jednak odparty nie tylko przez Thora i Walkirię, lecz także przez Jane, która dzierży Mjolnira i stała się nowym Thorem.
Wnioski Ogólne:
Najpierw pozwólcie, że opowiem wam o komiksowej Lady Thor. Bo tak się składa, że pamiętam, jak był hype na ten wątek, zwłaszcza że widziano w nim reprezentację i różnorodność w zdominowanym przez białych mężczyzn Marvelu… Tyle że pomysł był taki, że Thor przestał być godzien Mjolnira i nagle okazało się, że jest on tak zwanym Legacy Character – superbohaterem, którego tytuł jest przekazywany z postaci na postać. A to już zaczęto uważać za trochę krzywą akcję, bo Thor to nie tylko nazwa jego superbohaterskiego miana (zwłaszcza że kiedy komiks wychodził, Bóg Piorunów już dawno nie zmieniał się w doktora Donalda Blake’a), tylko jego prawdziwym imieniem. Także tożsamość Lady Thor była trzymana zbyt długo w tajemnicy i w pewnym momencie czytelnicy mieli już trochę tego dość. Tak czy inaczej, znaleźli się ludzie głoszący, że (tak jak w przypadku Sama Wilsona jako Kapitana Ameryki) jest to tani chwyt markietingowy.
Teraz przenieśmy się kilka lat później, na San Diego Comic Con w 2019 roku. To właśnie wtedy ogłoszono, że w najnowszym Thorze Natalie Portman powróci jako Lady Thor. Była to niesamowita wiadomość, ponieważ po kiepskich doświadczeniach z Mrocznym Światem aktorka nie chciała mieć nic wspólnego z MCU. Jej powrót świadczył o tym, że Marvel Studios i Taika Waititi mieli jakiś plan na postać Jane Foster; i że jest to na tyle dobry plan, aby Portman zechciała wystąpić w swojej roli raz jeszcze.
W porównaniu do materiału źródłowego, Thor: Miłość i grom robi dwie rzeczy dobrze. Po pierwsze, nie czeka zbyt długo, aby wyjawić, że ta nowa Thor to chora na raka Jane Foster. Po drugie, jest nam zasugerowane, że Mjolnir dał jej moc Thora nie dlatego, że uważał go za niegodnego, tylko dlatego, że otrzymał od Boga Piorunów polecenie, aby zawsze chronić Jane (chociaż przez dłuższy czas Thor myśli, że jego młot się na niego boczy).
W dużej mierze Miłość i grom jest o Jane i o jej związku z Thorem. Dowiadujemy się, że ów związek rozpadł się dlatego, że oboje zaczęli się rozmijać ze względu na swoje obowiązki – kiedy Jane miała czas na randkę, Thor musiał lecieć ratować świat, a kiedy on miał czas, ona prowadziła badania. Rozstanie zresztą przebiegło bez jakichś wielkich kłótni: po prostu pewnego dnia Jane zdała sobie sprawę z tego, że nie mają z Thorem przyszłości, napisała mu pożegnalny list i odeszła. Teraz zaś Thor spotyka ją w Nowym Asgardzie, dzierżącą Mjolnira i walczącą z wielkimi potworami wysłanymi przez Gorra; teraz muszą walczyć ramię w ramię, aby uratować porwane przez Gorra dzieci i powstrzymać go przed spotkaniem z Nieskończonością.
Thor musi poduczyć Jane bycia superbohaterką, a przy okazji musi poradzić sobie ze wszystkimi tymi skomplikowanymi uczuciami, które do niej żywi – nie tylko zazdrością o Mjolnira, lecz także żalem wobec swojej byłej. Dogadują się podczas całej tej eskapady całkiem nieźle, ale jest między nimi pewna niezręczność. Jednocześnie kiedy Jane wątpi w siebie, Thor przypomina jej, że to właśnie ona sprawiła, że stał się lepszą osobą i to sprawiło, że wróciły jego moce; a kiedy dowiaduje się, że Jane może umrzeć, chce, aby jego była nie brała udziału w ostatecznej bitwie, tylko zajęła się sobą.
Jane od samego początku chce być aktywna i trochę już pogodziła się z tym, że umrze. Na początku chce się po prostu poświęcić pracy naukowej, a kiedy dostaje moce, chce je wykorzystać do dobrych celów. Pamiętajmy, że w pierwszym Thorze Jane Foster była kimś kto był gotów podjąć ogromne ryzyko dla własnej pracy i to sprawiło też, że Thor uważał ją za dzielną i niezłomną. Tutaj te cechy Jane wysuwają się na pierwszy plan, a nawet jej wiedza okazuje się kluczowa w rozwikłaniu tego, jak Gorr planuje przedostać się do Nieskończoności.
Przy czym można zauważyć pierwszą paralelę pomiędzy złoczyńcą a bohaterami, a mianowicie – to, że zarówno Jane, jak i Gorr, dzierżą potężną broń, która daje im niesamowite moce… ale też ich powoli zabija. Oboje są jednak tak skupieni na swoim zadaniu, że ryzykują tę powolną śmierć. Jane chce uratować dzieci i powstrzymać Gorra, a Gorr chce dotrzeć do Nieskończoności, bo według legend, kto ją odnajdzie, tego życzenie zostanie spełnione. A jego życzeniem jest, aby wszyscy bogowie zginęli.
Kolejna paralela zachodzi między Thorem a Gorrem. Obaj przeżyli potworną stratę – Gorr stracił wszystkich swoich pobratymców, a na końcu córeczkę, zaś Thor – rodzinę, przyjaciół i połowę swojego ludu. Żałoba po tak potwornej stracie sprawia, że obaj próbują jakoś wypełnić tę pustkę. Thor szuka nowych przygód, a Gorr zemsty. Bardzo szybko zdajemy sobie sprawę, że o ile Thor kieruje się miłością (rozumianą zarówno jako miłość romantyczna do Jane, jak i miłość do swojego ludu), tak Gorr kieruje się nienawiścią.
Sam Gorr w wykonaniu Christiana Bale’a na początku jest po prostu ojcem w żałobie, zdradzonym przez swojego boga. Potem, kiedy wprowadza swoje plany w życie, jest naprawdę upiorny, zwłaszcza kiedy porywa asgardzkie dzieci z domów i je więzi. Połączenie bladej charakteryzacji, czarnych oczu i odtwórcy roli Patricka Batemana naprawdę daje mocny efekt. Antagoniści w MCU potrafią być głębocy, potrafią być sprytni, potrafią być też przerażający, niemniej jednak Gorr wydaje się być jednym z tych czarnych charakterów, którzy są na zupełnie innym poziomie.
Myślę, że to dobry moment, aby porozmawiać o bogach w tym filmie, bo oni grają tutaj bardzo istotną rolę. Już wcześniej mieliśmy w MCU bogów, chociaż sugerowało się nam przez dłuższy czas, że to nie bogowie a kosmici. Tak było w przypadku oryginalnego Thora i Eternalsów, jednak potem przyszedł Moon Knight, w którym mitologia egipska i jej panteon grały bardzo dużą rolę i były przedstawiane jako jak najbardziej prawdziwe. W Miłości i gromie zaś dowiadujemy się, że nie tylko różni ziemscy bogowie istnieją, ale też możemy zobaczyć kilka bóstw czczonych przez kosmitów (w tym – kamienną rasę Korga).
Generalnie film przedstawia stanowczą większość bogów jako hedonistycznie nastawione i nie interesujące się swoimi wiernymi łajzy. Najpierw spotykamy bóstwo czczone przez Gorra, Rapu, które nie tylko broni swojemu ostatniemu wyznawcy dostępu do jedzenia i picia, lecz także wyśmiewa jego cierpienie, co popycha Gorra ku zemście. Potem zaś mamy okazję zobaczyć Wszechmiasto, gdzie rezydują bogowie, a pośród nich – sam Zeus. Thor, Jane, Walkiria i Korg przybywają do Wszechmiasta, aby przekonać innych bogów, aby jednak pomogli pokonać Gorra… jednak Zeus ani myśli to zrobić, bo po pierwsze, boi się ostrza, którym złoczyńca dysponuje, a po drugie, wie, że lada chwila to właśnie ostrze go zabije, więc najsensowniej będzie przeczekać całą aferę.
Trochę już mieliśmy w Ragnaroku hinty, co do egoistycznej natury bogów, kiedy Walkiria odmawia pomocy Thorowi z Hel, bo widzi w tym po prostu kolejne potyczki rodziny królewskiej, w których giną niewinni ludzie. Właśnie dlatego, że bogowie są tacy, a nie inni, w pełni rozumiemy rozgoryczenie Gorra i nawet byśmy mu trochę kibicowali, gdyby nie straszne rzeczy, których się dopuszcza… Niemniej jednak Thor jest przykładem boga, który – chociaż nie pozbawiony wad – mimo wszystko pomaga ludzkości. A w przeciągu trwania historii tu i tam daje nam się do zrozumienia, że jakieś bóstwa czczone przez kosmitów chronią swoich wyznawców, a ich śmierć wystawa tychże wyznawców na niebezpieczeństwo.
Niemniej jednak o ile Ragnarok został bardzo dobrze przyjęty (zwłaszcza po dość kiepskim Mrocznym Świecie), o tyle Miłość i grom jest uważany za jeden z najgorszych filmów MCU. Po części dlatego, że za bardzo skupia się na komediowym aspekcie Thora, sprawiając, że wydaje się on o wiele mniej kompetentny i sympatyczny niż w poprzednich odsłonach; po części dlatego, że Korga było stanowczo za dużo (a i jego wypowiedź o dwóch ojcach kłóciła się z tym, co mówił w poprzednim Thorze o swojej matce), a po części dlatego, że sam film jest za bardzo podobny w tonie do Ragnaroku.
Ja osobiście Miłość i grom nawet polubiłam. Wydaje mi się, że scena, która idealnie przedstawia przesłanie tego filmu, ma miejsce już po wielkiej walce, kiedy Gorr leży przed Nieskończonością, a Thor kieruje się w stronę umierającej Jane. Bogobójca krzyczy do niego: „Nie odwracaj się ode mnie!”, po czym Bóg Piorunów mówi mu: „Dlaczego miałbym spędzić te ostatnie chwile z tobą, kiedy mogę spędzić je z nią?” Cały film jest o otwarciu się na miłość pomimo ciągłego cierpienia. Thor boryka się z wszystkimi stratami, które przeżył, a przez to postanowił trzymać bliskich na dystans, a teraz, w obliczu potencjalnej śmierci, woli spędzić te ostatnie chwile (tak swoje, jak i Jane) z ukochaną, która poświęciła życie dla większego dobra. A ta miłość Thora do Jane sprawia, że i sam Gorr zyskuje nową perspektywę i za namową Boga Piorunów wypowiada przed Nieskończonością inne życzenie: aby jego córka ożyła. On sam nie przeżyje, aby się nią zająć, ale postanawia zaufać Thorowi.
I tak oto Thor: Miłość i grom kończy się tym, że Jane ginie jako bohaterka i trafia do Valhalli, gdzie wita ją już Heimdall; dzieci wracają do rodziców, Thor zaś odnajduje się jako ojciec, a jego adoptowana córka nosi imię Grom. Tylko Zeus jest trochę wkurzony na Thora za to, że śmiał przebić go jego własnym piorunem, i wysyła za nim swojego syna, Herkulesa.
Następnym razem będziemy omawiać Mecenas She-Hulk.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
