
Tak jak Strażnicy Galaktyki Vol. 3, taki i serialowy Loki był uważany za jedną z nielicznych odsłon MCU w 2023, które przywracały wiarę we franczyzę.
Słyszałam o nim same dobre rzeczy (zwłaszcza o zakończeniu), choć starałam się omijać wszelkie posty o nim. Chociaż serial sam w sobie był uważany za bardzo dobry i nawet robił interesujące rzeczy z podróżującym w czasie Bogiem Psot, jednak miał trochę pod górkę z powodu tego, że zarzuty wobec Jonathana Majorsa zaczęły się pojawiać, kiedy drugi sezon Lokiego wychodził co tydzień.
Niemniej jednak drugi sezon Lokiego poradził sobie z tym, co miał i zrobił jeszcze więcej.
Opis Fabuły:
Po tym jak Sylvie zabiła Tego Który Trwa, Loki przenosi się do siedziby Agencji Ochrony Chronologii, aby ostrzec ich o zaistniałej sytuacji, ale zastaje kilka niepokojących zmian. Mobius (ani nikt inny z AOC) go nie poznaje, za to widać za oknem wielki pomnik Tego Który Trwa. Nagle następują dziwne fluktuacje i Loki spotyka analityka Casey’a, kto go kojarzy. Bóg Psot szybko zdaje sobie sprawę z tego, że trafił do przeszłości AOC i zaraz znów się tam przenosi. Tymczasem po tym, jak zaginęła sędzia Renslayer, Strażnicy Czasu okazali się kłamstwem, a Święta Chronologia zaczęła się rozgałęziać, pojawia się nowe kierownictwo – Rada Sędziowska, która woła Mobiusa i Łowczynię B-15 na dywanik. Kiedy Rada już ma zatwierdzić nieprzycinanie rozgałęzień chronologii, Loki pojawia się po raz kolejny, aby ostrzec wszystkich przed Wariantami Tego Który Trwa. Szybko okazuje się też, że nowe rozgałęzienia na Świętej Chronologii przeciążają Wrzeciono Czasu, co może skutkować nowymi problemami.
Wnioski Ogólne:
Już na samym początku tego sezonu Loki ma kilka problemów, z którymi musi sobie jakoś poradzić. Pierwszy z nich to nadchodzące Warianty Tego Który Trwa – Warianty, które będą chciały przejąć władzę nad AOC. Drugi problem dotyczy tego, że Loki wpada w poślizg czasowy i miota nim z przeszłości Agencji w teraźniejszość, a nawet przyszłość i jest to dla niego bardzo bolesne (nie mówiąc już, że kłopotliwe, kiedy chce się ostrzec kumpli przed nadchodzącą inwazją). W końcu trzeci problem, na który zwraca uwagę Lokiemu, Mobiusowi i B-15 technik Uroboros, to Wrzeciono Czasu, które jest przeciążone kolejnymi gałęziami w chronologii i jeśli AOC i Loki chcą, aby gałęzie przetrwały, trzeba znaleźć sposób, aby Wrzeciono ustabilizować. Oczywiste jest, że Bóg Psot musi poradzić sobie najpierw z drugim problemem, zanim weźmie się za pierwszy i trzeci. Wspomniany wcześniej technik Uroboros (grany przez samego Short Rounda, Ke Huy Quana, o którym zrobiło się głośno po Wszystko wszędzie na raz) pomaga „ślizgającemu się” Lokiemu w przeszłości, budując odpowiednią maszynę, aby w teraźniejszości już była gotowa, a potem instruuje (również w teraźniejszości) Mobiusa o tym, co ma zrobić.
Generalnie w drugim sezonie Agencja Ochrony Chronologii musi sobie poradzić z niewygodną prawdą odnośnie Tego Który Trwa i ich samych – z tym, że przez całe stulecia niszczyli niewinne chronologie, że Strażnicy nie istnieją i że agenci zostali porwani ze swoich linii czasu i mogą mieć swoje życia. Jedni – jak Mobius, B-15 oraz sędzia Gamble – chcą obrać nowy kierunek i pozwolić odnogom Świętej Chronologii istnieć; inni – jak generał Dox – uważają, że może i Strażnicy byli kłamstwem, ale ich ostrzeżenia nie i dlatego trzeba nadal przycinać odnogi, aby zapewnić stabilność Świętej Chronologii; a jeszcze inni – jak Łowca X-05, który zostanie gwiazdorem filmowym Bradem Wolfem – są trochę ciekawi życia poza Agencją i z czasem widzą w nim coś na kształt nagrody za wierną służbę.
W poprzednim sezonie AOC była instytucją despotyczną i skorumpowaną, powoli tracącą znamiona szlachetności im dalej szła fabuła. W tym sezonie jest ona o wiele bardziej niejednoznaczna, a wręcz za sprawą Lokiego, Mobiusa, Uroborosa i całej reszty powoli staje się tym, czym miała być – instytucją stojącą na straży stabilności linii czasowej.
Znamienne jest też to, że po śmierci Tego Który Trwa, Sylvie po prostu ukrywa się w jednej z odnóg czasu, aby żyć prostym życiem, podczas gdy Loki od razu wybiera się do Agencji Ochrony Chronologii, aby ogarnąć bajzel (a potem naprawić Wrzeciono). Sylvie będzie miała potem za złe swojemu Wariantowi-kochankowi, że znów pracuje z AOC, zwłaszcza że ona sama chce tylko żyć w spokoju i pracować w McDonaldzie w latach osiemdziesiątych. Ale ostatecznie będzie musiała się z nimi zabrać, bo i jej nowy dom jest zagrożony. Niechętnie, bo niechętnie, niemniej jednak Sylvie dołączy się do próby ocalenia multiwersum, choć nie bez oporów i niechęci wobec AOC.
Po jakimś czasie okazuje się, że aby w ogóle zrobić cokolwiek z Wrzecionem, potrzebny jest dostęp do profilu czasowego Tego Który Trwa albo chociaż pomocy Panny Minutki, która się zbuntowała. Minutce raczej nie można ufać, ale idąc śladem jej i Ravonny Renslayer (które porozumiały się przed opuszczeniem AOC) Loki i Mobius trafiają do Chicago w roku 1893, akurat jak trwała Wystawa Światowa. Tam też spotykają Victora Timely – Warianta Tego Który Trwa, będącego trochę takim szarlatanem, a trochę autentycznym wynalazcą. Poniekąd jego obecność w tych czasach i to, że Ravonna przekazała po kryjomu jego dziecięcej wersji instrukcję AOC, kłóci się z tym, co wiemy o Tym Który Trwa z poprzedniego sezonu (gdzie powiedziano nam, że to człowiek z XXXI wieku), ale Victor Timely gra tutaj ważną rolę.
Dotąd mieliśmy kontakt z dwoma Wariantami Tego Który Trwa. Pierwszy z nich żył na końcu Czasu i był odpowiedzialny za to, jak działa AOC. Drugim z nich był Kang, który został tyranem w Świecie Kwantowym i był tak niebezpieczny, że pozostałe Warianty go wygnały. Obaj raczej nie wzbudzają ciepłych uczuć i nie można powiedzieć, że są dobrymi ludźmi. Victor Timely – choć nadal nie do końca postać heroiczna – mimo wszystko wydaje się o wiele bardziej niewinny, ale przez dłuższy czas traktowany jest tak, jakby już był Tym Który Trwa. W zasadzie tylko Mobius od początku widzi w nim oddzielną osobę, podczas gdy Ravonna, Panna Minutka, Loki i Sylvie przenoszą na niego swoje odczucia względem Tego Który Trwa. Loki się go obawia, Sylvie chce go zabić, Ravonna wykorzystać, a Panna Minutka jest w nim zakochana. I w pewnym momencie trudno nie odnieść wrażenia, że ten biedny Victor nie rozumie do końca co się dzieje i czego ci wszyscy ludzie od niego chcą. Ostatecznie Sylvie oszczędza go, zdając sobie sprawę z tego, że nie jest on jeszcze człowiekiem odpowiedzialnym za jej cierpienia, a Loki i Mobius zabierają go do AOC, ale Ravonna i Panna Minutka zwracają się przeciw niemu, każda na swój sposób będąc Kobietą WzgardzonąTM (bo potem Panna Minutka pokazuje Ravonnie nagranie z sytuacji przed tym jak Ten Który Trwa, wymazał sędzi pamięć; nagranie, na którym sędzia była kiedyś prawą ręką Tego Który Trwa i miała zasiąść u jego boku).
Tak więc Victor Timely trafia do Agencji Ochrony Chronologii, aby otworzyć dostęp do Wrzeciona i pomóc w jego udrożnieniu dzięki mechanizmowi Uroborosa. Nawet przynosi część, która mogłaby ten mechanizm ustabilizować jakoś bardziej i której właśnie Uroborosowi brakowało. Co ja osobiście uważam za trochę głupie, to to, że Victor zgłasza się na ochotnika, aby wprowadzić urządzenie do Wrzeciona, no bo bez niego potem nie będą mieli dostępu do systemu, jakby coś poszło nie tak.
No i w sumie coś idzie nie tak – zaraz po wejściu na kładkę wiodącą do Wrzeciona, Victor Timely zostaje zmieniony w spaghetti, a Wrzeciono wybucha, wysyłając wszystkich (poza Lokim, który znowu ślizga się w czasie, i Sylvie, która wraca do linii z McDonaldem) do ich oryginalnych chronologii. I tutaj wychodzi na to, że analityk Casey był więźniem uciekającym z Alcatraz, Mobius sprzedawał skutery wodne (czego w sumie można się było domyślić już w pierwszym sezonie) i był samotnym ojcem dwóch chłopców, Łowczyni B-15 była lekarzem pediatrii, a Uroboros był fizykiem i niespełnionym pisarzem. Loki przez dłuższy czas ślizga się z jednej linii czasu na drugą, próbując przekonać do siebie każde z nich, aby z nim poszło uratować linię czasu, ale tylko Uroboros mu wierzy. I to istotne, że właśnie on – jako pisarz science-fiction – rozumie nie tylko teoretyczne sprawy ściśle związane z tym, jak działa poślizg czasowy, lecz także wie, jak działają opowieści sci-fi i potrafi zawiesić trochę swoją niewiarę. Pisarz wysuwa nawet teorię, że poślizgi czasowe kierują Boga Psot do ludzi, którzy akurat są mu potrzebni. Jego wiedza i zdolności techniczne umożliwiają Lokiemu działanie, a nawet opanowanie poślizgów czasowych do takiego stopnia, że może on podróżować pomiędzy różnymi momentami w czasie.
Kiedy zebranie wszystkich w jednym miejscu nie daje efektów, bo rzeczywistość znów się rozpada, Loki postanawia cofnąć się do momentu, w którym Wrzeciono miało zostać naprawione, i próbuje, na różne sposoby, zapobiec katastrofie. Najpierw obstawia, że trzeba po prostu sprawić, że Victor Timely przeprowadzi operację szybciej, potem dochodzi do wniosku, że trzeba ją zacząć wcześniej, następnie – po kolejnych nieudanych próbach – bierze poprawki na to, co może pójść nie tak. I kiedy już wie absolutnie wszystko o Wrzecionie i jego mechanizmach; kiedy już wydaje się, że udało się uniknąć każdego możliwego problemu, Victor podłącza mechanizm Uroborosa i lada chwila Wrzeciono ma się ustabilizować, znów sytuacja wraca do punktu wyjścia, bo Wrzeciono po prostu nie jest w stanie przetworzyć kolejnych rozgałęzień czasu.
Bo – jak to mówią informatycy – „to nie usterka, tylko funkcja”. Ten Który Trwa zaprojektował Wrzeciono Czasu właśnie tak, aby było w stanie utrzymać tylko jedną, Świętą Chronologię. Loki ma nawet możliwość pogadać z nim ponownie przed tym, jak Ten Który Trwa został zabity przez Sylvie, i wyszło na to, że Wariant Kanga liczył na to, że Loki zobaczy to wszystko i przekona się, że nie ma innego wyjścia, jak tylko przejąć władzę w AOC i utrzymać Świętą Chronologię kosztem multiwersum.
W zasadzie przez cały drugi sezon Lokiego daje nam się do zrozumienia, że więzi, które Bóg Psot nawiązał w AOC zrobiły z niego lepszego człowieka; że jego przyjaźń z Mobiusem, B-15, a nawet Sylvie sprawiły, że jest on o wiele mniej samolubny i chce zrobić coś dla innych; że to, iż znalazł przyjaciół (być może nawet pierwszych przyjaciół od tysięcy lat), dało mu nową perspektywę i pozwoliło rozwinąć jego postać. I kiedy tak waha się między przyjęciem propozycji Tego Który Trwa, aby uratować cokolwiek kosztem multiwersum, najpierw radzi się Mobiusa (który opowiada mu o tym, że są rzeczy ważniejsze od niego samego i zawsze trzeba spoglądać na szerszy obraz), a potem Sylvie (która przekonuje go, że wybór, nawet wybór jak umrzeć, jest lepszy niż brak wolności). I z tych dwóch rozmów Loki wyciąga trzecią opcję – nie przejmie władzy w AOC i nie zniszczy nowych rozgałęzień na linii czasu. Nie, on sam stanie się nowym Wrzecionem Czasu i będzie przez całą wieczność dbać o to, aby wszystko było stabilne.
Loki poświęca swoje szczęście, skazuje się na samotność, aby ocalić multiwersum. I jest to piękne, acz ironiczne zwieńczenie jego drogi od zakompleksionego królewicza, którego spotkaliśmy w pierwszym Thorze i z którym walczyli po raz pierwszy Avengersi. Dzięki niemu i multiwersum może spać spokojnie, i Agencja Ochrony Chronologii zostaje zreformowana.
I wiecie, na samym początku tego sezonu, kiedy dowiedziałam się, że Uroboros siedzi całe dnie w warsztacie i prawie nikt do niego nie przychodzi, pomyślałam sobie, że on powinien dostać jakąś pomoc, bo musi być bardzo samotny. Pod koniec sezonu, wiedząc, co się stanie, pomyślałam sobie, że ktoś powinien, od czasu do czasu, Lokiego odwiedzić. Może Mobius, a może Thor z córką (dajcie braciom Odinssonom się spotkać, ludzie). Mimo że to bardzo satysfakcjonujące zakończenie jego drogi, mam nadzieję, że to nie jest ostatni raz, jak go widzimy.
Następnym filmem MCU są The Marvels, ale na razie zostawimy to sobie na za miesiąc. Jak mówiłam, w najbliższym czasie czeka nas Sierpień ze Spider-Manem.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
