
Dzisiejszy odcinek to kolejna historia, która zaczyna się od turnieju rycerskiego. Tym, co jednak sprawia, że jest ona interesująca, jest tytułowy cień czarodzieja, czyli Gilli, grany przez Harry’ego Mellinga.
A powodów takiego stanu rzeczy jest kilka – zarówno jeśli chodzi uniwersum serialu, jak i jego produkcję.
Opis Fabuły:
Raz na dziesięć lat w Camelocie organizowany jest otwarty turniej walki, w którym każdy walczy jak chce, w którym nie obowiązują żadne zasady i w którym można zdobyć pokaźną sumę. Młody chłopak, Gilli, zostaje napadnięty w drodze na turniej przez dwóch rabusiów – Nollara i Tindra – i ograbiony ze swojego miecza. Gilli ma jednak asa w rękawie – magiczny pierścień, który należał do jego ojca. Niebawem młodzieniec przybywa do Camelotu, tak samo jak jego niedawni napastnicy, którzy próbują batem wymusić na Merlinie, aby wyczyścił im buty. Gilli staje w obronie królewskiego sługi, dyskretnie używając magii. Tymczasem Morgana prowokuje Uthera do tego, aby wziął udział w turnieju. Podczas walk Merlin i Gajusz zauważają, że Gilli ma magię, i Merlin próbuje go przekonać, aby się wycofał… co jest o tyle trudne, że chłopak szybko zasmakowuje w poklasku tłumów. Artur z kolei wkrótce musi zmierzyć się w walce z własnym ojcem i nie wie, jak postąpić – walczyć w pełni sił, czy dać Utherowi wygrać.
Co Z Tego Pamiętam:
To, co najbardziej pamiętam na temat tego odcinka, to szum wokół tego, kto grał Gilliego. Nie dość, że był to aktor znany z Harry’ego Pottera, czyli innej brytyjskiej franczyzy kojarzonej z magią, lecz także odtwórca roli Dudleya Dursleya, czyli niemagicznego, grubego i wrednego kuzyna głównego bohatera.
Ja sama dowiedziałam się o tym od innych, a kiedy wreszcie obejrzałam Cień czarodzieja, uderzyło mnie to, jak bardzo Harry Melling nie przypomina Dudleya. Prawda, można zauważyć pewne podobieństwo z twarzy, ale Gilli jest nie tylko starszy i szczuplejszy (do tego stopnia, że wydaje się mniejszy, zwłaszcza na tle swoich przeciwników), ale też milszy i bardziej wielowymiarowy.
Wnioski Ogólne:
Przygody Merlina pełne są postaci czarowników, czarownic i magicznych stworzeń, które pojawiają się w Camelocie, najczęściej z zamiarem zamordowania Uthera. Toteż dość często nasz bohater musi jakoś ich powstrzymać i zazwyczaj kończy się to śmiercią intruza. Czasem nawet widzowi jest żal złola, ponieważ jest to ktoś, kto wycierpiał z ręki Uthera.
Wydaje się, że Gilli będzie jedną z takich właśnie postaci czarowników, ale właściwie od samego początku robi wrażenie raczej zagubionego. Nie przybywa do Camelotu ze złymi zamiarami, on chce tylko wziąć udział w turnieju i być może w dużej mierze dlatego, że pragnie chwały. W pewnym momencie zabija swojego przeciwnika na arenie i wstrząsa nim to do tego stopnia, że prawie wycofuje się z turnieju. Dopiero później – pod wpływem kolejnych zwycięstw i wiążącej się z tym popularności – Gilli się zmienia, a że w finale ma walczyć przeciwko Utherowi, zamierza króla zabić.
Merlin przez cały odcinek próbuje odwieść Gilliego od walki w turnieju, uważając, że jest ona zbyt niebezpieczna, zwłaszcza kiedy król odkryje, że jeden z uczestników włada magią. Na początku, być może, ta protekcjonalność brała się stąd, że chłopak uratował czarownika przed Nollarem, ale szybko przerodziło się to w coś więcej – tak jak w przypadku Freyi i Morgany, Merlin widzi w Gillim samego siebie – zagubionego, osamotnionego i przerażonego maga, który musi ukrywać własną moc. Merlin chce być dla chłopaka tym, kim dla niego był Gajusz – kimś, kto pomoże mu zrozumieć samego siebie i wskaże mu właściwą drogę. W pewnym momencie wyjawia przed Gillim swoją magię, aby uświadomić mu, że rozumie w pełni to, co młodzieniec czuje (jest to jedna z cieplejszych scen w serialu, moim zdaniem).
Problem polega na tym, że Gilli wychował się w trochę innych warunkach niż Merlin. Jego ojciec miał w zanadrzu magiczny pierścień i nigdy go nie używał, nawet w samoobronie. Gilli uważał, że to dlatego, że bał się króla, i często miał okazję widzieć poniżenie ojca, dlatego sam zamierza walczyć o swoje. Z tego też powodu, kiedy już ma się wycofać z turnieju tuż po zabiciu Nollara i spotyka się w gospodzie z ciepłym powitaniem ze strony oberżysty i pozostałych wojowników, od razu otrzymuje zastrzyk pewności siebie. Czuje się na tyle ośmielony swoimi dotychczasowymi zwycięstwami i poklaskiem, że kiedy okazuje się, że jego następnym przeciwnikiem będzie Uther, młodzieniec postanawia go zabić za prześladowanie magii.
I tak oto Merlin staje przed dylematem: pozwolić Gilliemu zabić Uthera, czy wyjawić, że chłopak ma moc i w praktyce skazać go na śmierć. Czarownik posuwa się nawet do wezwania Wielkiego Smoka, który wciąż ma mu trochę za złe to, że chłopak wymusił na nim uzdrowienie Morgany wbrew jego ostrzeżeniom. Teraz jednak Merlin pyta Kilgharrę o radę jako „istotę zrodzoną z magii”. Biorąc pod uwagę to, że dotąd Wielki Smok nie krył się z tym, że pragnie śmierci Uthera, być może Merlin liczy na to, że tym razem Kilgharrah również poradzi mu nic nie robić. Ale tym razem smok – choć pełen empatii dla położenia Merlina – zaleca mu jednak ocalenie Uthera, bo gdyby Artur widział, że jego ojciec zginął z ręki czarownika, mógłby pójść w jego ślady i zapowiadany wielki powrót magii by nie nadszedł.
Tak więc Merlin zaklęciami sabotuje walkę Gilliego, ale chłopak przeżywa, gdyż Uther postanawia go oszczędzić. Kiedy młodzieniec ma okazję trochę ochłonąć, zdaje sobie sprawę z tego, że jego ojciec nie używał magii ze strachu przed królem, ale dlatego, że tak wielka moc mogłaby go skorumpować. Gilli, który podczas tego turnieju uległ pokusie magii i zabijał, ostatecznie dochodzi do wniosku, że jego ojciec był silniejszy, niż mu się dotąd wydawało. Merlin i Gilli rozstają się, licząc na to, że się jeszcze spotkają i chłopak wyrusza w dalszą drogę.
Ale podczas gdy Merlin musiał uporać się z dylematem moralnym, Artur mierzył się z własnym. Tak się bowiem składa, że zarówno on, jak i Uther spisywali się podczas turnieju na tyle dobrze, że w pewnym momencie mają stanąć naprzeciw siebie. Artur, który do tej pory był przeciwny udziałowi Uthera w turnieju, zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli pokona ojca, upokorzy go na oczach wszystkich. Książę nawet radzi się Merlina w kwestii tego, co zrobić i jego sługa zgadza się, że Artur powinien się podłożyć. Ostatecznie młodzieniec tak właśnie robi i choć podczas posiłku po turnieju Morgana sugeruje, że jej brat jest kiepskim wojownikiem, Uther zdradza, że zna prawdę. To był z jego strony test charakteru księcia, który miał zdeterminować czy Artur jest gotowy zasiąść na tronie. Widać w tym pewną logikę – pomijając to, że Artur wyświadczył ojcu przysługę, pozwalając mu wygrać, gdyby upokorzył Uthera, mógłby narazić Camelot na szwank. W rezultacie postawił ojca i dobro królestwa ponad swoje ego.
Następne odcinki to dwuczęściowy finał sezonu trzeciego, w którym powraca Cenred, a Artur i Merlin muszą uciekać.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
