Meg ogląda... · Merlin

Meg ogląda Merlina – 4×1 i 4×2 „Najciemniejsza godzina”

Najciemniejsza godzina

I otóż rozpoczynamy sezon czwarty, który będzie szedł w o wiele mroczniejsze obszary niż do tej pory. Dwuczęściowy odcinek premierowy – Najciemniejsza godzina – jest tego dobrym przykładem.

Przy okazji na dworze Camelotu pojawia się nowa postać – wuj Artura, Agravaine de Bois, który będzie się przebijał przez cały sezon, niby to doradzając księciu, ale mając jednak niecne plany.

Nie przedłużając, oto odcinki otwierające czwarty sezon.

Opis Fabuły:

Od zdrady Morgany i bitwy o Camelot z armią nieumarłych minął rok. Podczas gdy rycerze szukają czarownicy i jej siostry, a Uther jest tak załamany, że nic nie je, Camelot szykuje się na ucztę z okazji święta Samhain. Tak się jednak składa, że podczas patrolu sir Leon natknął się na Morganę wiozącą na wozie ranną Morgause. Z raportu rycerza wynika, że czarownica nie tylko jest o wiele potężniejsza, lecz także, że kieruje się wraz z siostrą na Wyspę Błogosławionych. Tam Morgana poświęca Morgause (za jej namową) podczas święta Samhain, tym samym rozdzierając zasłonę między światami i uwalniając Dorocha – upiorne głosy zmarłych. Następnego dnia do Camelotu przybywa wieśniaczka twierdząca, że jej wioskę zaatakowały dziwne istoty bez twarzy. Artur, Merlin i Rycerze Okrągłego Stołu ruszają dowiedzieć się, o co chodzi.

Co Z Tego Pamiętam:

O ile w poprzednich sezonach miałam odcinki, które lubiłam sobie powtarzać, o tyle do czwartej i piątej serii raczej nie wracałam. Toteż tylko niektóre odcinki pamiętam jakoś bardziej.

Jeśli chodzi o Najciemniejszą godzinę, pamiętałam z niej ogólny zarys fabuły, gdzie Morgana sprowadza na świat upiory, poświęcając Morgause, i że w pewnym momencie ginie Lancelot. Pamiętałam też Agravaine’a de Bois, granego przez Nathaniela Parkera (którego po latach rozpoznałam też jako dorosłego ojca głównego bohatera w Gwiezdnym pyle).

Wnioski Ogólne:

Wspominałam we wstępie, że sezon czwarty jest mroczniejszy od poprzedników. Już wstępna narracja Wielkiego Smoka, która pojawia się przed każdym odcinkiem, niejako świadczy o tym, że Merlin nie jest już tym samym człowiekiem, co wcześniej – tym razem mowa jest nie o „młodym chłopcu”, tylko o „młodym mężczyźnie”. Teraz Merlin jest o wiele dojrzalszy, ale też o wiele częściej będzie robił rzeczy moralnie dwuznaczne. Ludzie będą cierpieć i ginąć, będzie też o wiele mniej lżejszych odcinków a la Złoto goblina czy Piękna i bestia, za to będzie wiele mrocznych, a nawet tragicznych wątków.

Najciemniejsza godzina pokazuje to bardzo dobrze. Tak, mamy tam kilka żartów (zwłaszcza ze strony Gwaine’a, który stał się trochę takim comedy reliefem), ale jest to w dużej mierze horror. Darocha są przerażający – nie tylko z powodu swojego wyglądu, ale przede wszystkim dlatego, że jeśli przelecą przez kogoś, ten ktoś zamarznie na śmierć. Światło je odstrasza, a ogień osłabia, ale tak naprawdę można je powstrzymać raz na zawsze tylko przybywając na Wyspę Błogosławionych i składając w ofierze czyjeś życie, aby zasłona między światami została zamknięta. Najgorsze jest jednak to, że magia Merlina na nie nie działa, więcej – przy Dorocha czarownik jest o wiele słabszy i ta bezsilność sprawia, że boi się bardziej niż kiedykolwiek w życiu (niestety ten wątek szybko zostaje porzucony).

Na początku odcinka, kiedy Camelot szykuje się do święta Samhain, wszystko wydaje się tak samo pogodne, jak zwykle – Merlin i Artur się ze sobą droczą, a rycerze próbują coś uszczknąć z kuchni. Jest nawet kilka scen, gdzie Merlin brata się z Rycerzami Okrągłego Stołu (zwłaszcza Lancelotem), których zdążył już niejako poznać. Dopiero kiedy sir Leon przynosi wieści o Morganie, nastrój się nieco zmienia, a podczas uczty Merlin ma wizję Strażniczki Bramy, która sprawia, że czarownik mdleje.

I tak oto rozpoczyna się pierwsza z wielu wypraw Rycerzy Okrągłego Stołu. Nastrój jest raczej poważny, bo z jednej strony w drodze na Wyspy Błogosławione panowie muszą bronić się przed licznymi niebezpieczeństwami, zaś raz na jakiś czas natrafiają na opuszczone osady, w których jeszcze są zamrożone ofiary Dorocha; a z drugiej strony Artur i Merlin idą tam ze świadomością, że kogoś będzie trzeba poświęcić. Artur chce umrzeć za poddanych, którzy cierpią, a Merlin chce umrzeć za Artura, bo jego powinnością jest chronić księcia. W obu przypadkach może i jest to piękne i szlachetne, ale obiektywnie rzecz biorąc obaj panowie postępują głupio – Artur jest przecież następcą tronu, a Uther jest niezdolny do panowania; z kolei my dobrze wiemy, że Merlin nie może jeszcze umrzeć, bo jego przeznaczenie się nie wypełniło i jest on Arturowi potrzebny. Pozostałe postaci albo przeczuwają, że księciu coś grozi (jak Uther czy Gwen), albo posiadają o tym odpowiednią wiedzę (Gajusz i Wielki Smok).

(Nawiasem mówiąc chciałabym zwrócić uwagę na to, że Strażniczka Bramy, Caileach, jest przeciwieństwem Strażnika Jednorożców – nie tylko jest kobietą i ubiera się na czarno, lecz także o ile Anhora wspominał o tym, że nie chce cierpienia Camelotu i tylko robi swoją robotę, o tyle sugeruje się nam, że to Caileach żąda ofiary, a kiedy Artur wspomina jej o cierpiących poddanych, ona się śmieje.)

I tutaj pojawia się Lancelot. Już kiedy Artur, Merlin i Rycerze Okrągłego Stołu wyruszają w drogę, Ginewra prosi Lancelota o to, aby chronił Artura, na co on daje jej swoje rycerskie słowo. Do pewnego stopnia jest nam zasugerowane, że zrobił to, bo nadal czuje coś do Gwen, ale potem ma okazję podróżować dużo z Merlinem. Jest między nimi przyjaźń, pogłębiona przez to, że rycerz zna sekret królewskiego sługi i czarownik może być wobec niego bardziej otwarty. Nie tylko używa przy nim magii, a nawet przywołuje Wielkiego Smoka, lecz także wyjawia, że chce poświęcić się za Artura. Przez całą podróż Lancelot towarzyszy Merlinowi, chroni go i nawet eskortuje do Camelotu, kiedy czarownik padł ofiarą Dorochy i może zginąć… i podczas licznych rozmów z nim, przekonuje się, raz po raz, że Merlin jest niezwykle odważny i gotowy oddać za Artura życie.

Stąd łatwo można się domyślić, że to Lancelot ostatecznie poświęci się za nich dwóch i za Camelot. Z jednej strony ma to sens, bo jest on raczej postacią poboczną i jego śmierć bardziej utrwali status quo, gdzie tylko Gajusz i Wielki Smok wiedzą o magii Merlina; ale z drugiej strony w legendach Lancelot żył do później starości, dokonał wielu chwalebnych (i mniej chwalebnych) czynów, a nawet spłodził syna. Osobiście za pierwszym razem rozumiałam, dlaczego Najciemniejsza godzina kończy się jego śmiercią i jest to bardzo ładna scena, ale jednak żałowałam, że nie żył dłużej i nie mieliśmy więcej momentów przyjaźni między nim a Merlinem. (Czasami chodzi mi po głowie napisanie alternatywnej wersji historii, gdzie Lancelot przeżywa i jest obecny w kolejnych odcinkach.)

Jednakże Lancelot pojawi się jeszcze jeden raz.

A teraz przechodzimy do wątku Camelotu. Jak wspominałam, Najciemniejsza godzina wprowadza do historii wuja Artura, lorda Agravaine’a de Bois. Co ciekawe, w oryginalnych legendach Agravaine jest bratem Gawaina, czyli jednym z siostrzeńców króla Artura. Nawet ginie, kiedy wraz z braćmi eskortuje królową Ginewrę na stos (po tym, jak jej cudzołóstwo z Lancelotem wychodzi na jaw) i jest to powód, dla którego Gawain chce Lancelota znaleźc i ukarać. Tutaj z kolei jest bratem matki Artura, Igreny.

Widzimy go po raz pierwszy w sali tronowej, kiedy Leon opowiada o spotkaniu z Morganą. Szybko dowiadujemy się, że Agravaine przybył na wezwanie Artura, aby mu doradzać i książę wielokrotnie wspomina o tym, że tylko jemu może ufać (ba – powierza mu nawet tron!). Dla nas Agravaine jest podejrzanym typkiem, który pojawił się nie wiadomo skąd i zapewne będzie czarnym charakterem (i też szybko okazuje się, że jest w zmowie z Morganą; ma z nią w sumie podobną relację, jak Cenred z Morgause). Jeśli już, to Artur powinien ufać swojemu wiernemu słudze, Merlinowi… ale Najciemniejsza godzina niejako sugeruje, że jest jakaś przeszłość między księciem a jego wujem; że jest powód, dla którego Artur mu ufa. I też trzeba przyznać, że są momenty, w których Agravaine naprawdę wydaje się całkiem porządnym gościem (a nawet ma pewne wątpliwości co do działań Morgany).

Jednak jego knowania szybko natrafiają na przeszkodę. Ginewra w pewnym momencie staje naprzeciw niego, kiedy Agravaine postanawia zamknąć bramy i nie wpuszczać więcej uchodźców (oficjalnie dlatego, że Camelot nie będzie w stanie ich wyżywić, ale w rzeczywistości dlatego, że Morgana chce, aby królestwo ogarnął chaos). Służka wysuwa sensowne argumenty, takie jak to, że uchodźcy to farmerzy, którzy przyszli z własnym jedzeniem i „dają więcej niż biorą”. Jest to pierwszy moment, w którym zaczyna się ona bardziej angażować w politykę, szykując się do roli królowej. Niestety, o ile Agravaine uważa Gwen tylko za irytującą, o tyle Morgana wciąż uważa ją za zagrożenie i dokonuje zamachu na byłą przyjaciółkę (ale Gajusz ratuje jej życie).

W końcu Najciemniejsza godzina wprowadza wątek Morgany mającej świadomość, że niejaki Emrys jest powiązany z jej przeznaczeniem i stanie się jej zgubą. Przez resztę serii czarownica będzie próbowała się dowiedzieć, kim jest Emrys, jakie są jego motywacje i co on planuje.

A w następnym odcinku Artur będzie miał urodziny, a stan zdrowia Uthera się pogorszy.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź