MCU · Meg ogląda...

Meg ogląda MCU – Marvel Zombi

Tak więc mamy tegoroczny – przynależny Szóstej Fazie MCU – serial na okres halloweenowy, czyli animowane Marvel Zombi.

Tego, że właśnie rzeczywistość, w której doszło do apokalipsy zombie, dostanie własny spin-off, można się było spodziewać. W końcu sama seria komiksów Marvel Zombies była dość popularna. Niemniej jednak ponieważ już odcinek A Gdyby…? dokonał pewnych zmian, co do genezy i natury wirusa, a i cztery odcinki spin-offu nie wystarczyłyby na zaadaptowanie wielowątkowej i rozciągającej się na kilka tytułów serii, było oczywiste, że nie dostaniemy tej samej historii.

Dostaliśmy za to zwięzłą opowieść o ostatniej próbie ratowania tego wszechświata.

Opis Fabuły:

Pięć lat po wirusie, który zamienił ludzkość w żywe trupy, podróżujące razem Kamala Khan, Kate Bishop i Riri Williams znajdują dziwne urządzenie wewnątrz zwłok. To przekaźnik, który miał być częścią Operacji: Ocalenie i może posłużyć do wezwania pomocy. Dziewczęta postanawiają dostarczyć go do bazy TARCZY w Ohio, ale niestety wkrótce Riri i Kate giną, a Kamala zostaje odratowana przez Blade’a, który stał się kolejnym Moon Knightem. Blade prowadzi Kamalę do bazy TARCZY, gdzie czekają już Czarne Wdowy, Red Guardian, Melina i Yelena. Okazuje się, że przekaźnik umożliwia wysłanie sygnału SOS Korpusowi Nova, ale potrzebny jest do tego statek kosmiczny, bo satelitarna komunikacja padła dawno temu. Dodatkową komplikacją jest to, że Kamala widzi w snach Wandę Maximoff, która stała się Królową Umarłych.

Wnioski Ogólne:

Na początku pierwszych trzech odcinków Marvel Zombi wydaje się, że będziemy śledzić w każdym epizodzie przygody innych bohaterów. W drugim odcinku na przykład, Shang Chi i Katy zostają uratowani przez agenta FBI Jimmy’ego Woo oraz Mandaryna; a pięć lat później próbują znaleźć azyl w Mieście na Wodzie, w którym rządzi Baron Zemo. Mamy nawet przez jakiś czas (od wstępu aż do chwili, kiedy bohaterowie wchodzą do Wodnego Miasta) taki klimat Mad Maxa, kiedy Shang Chi i spółka jadą przez pustkowie gonieni przez Skrulli, którzy chcą im wykraść zasoby. Z kolei w trzecim odcinku Peter Parker, głowa Scotta Langa i jednonogi T’Challa docierają do Wakandy, aby użyć Kamienia Umysłu do stworzenia lekarstwa, ale zastają królestwo zainfekowane przez zombie Thanosa z Kamieniami Nieskończoności. Potem, kiedy Czarna Pantera poświęca się podczas walki z Thanosem, Spider-Man i Ant-Man zostają uratowani przez magów z Kamal-Taj.

Tyle, że w tym drugim i trzecim odcinku następuje moment, kiedy fabuła wraca do Kamali, Blade’a i ocaleńców z bazy w Ohio, aczkolwiek dołączają się do nich po jakimś czasie nowi członkowie grupy. W przypadku Shang Chi, Katy, Jimmy’ego i Death Dealera, spotykają oni Kamalę i resztę w Wodnym Mieście, czyli w przekształconym na fortecę mieszkalną podwodnym więzieniu Rafcie. Z kolei Peter, Scott i czarownicy z Kamal-Taj zostają porzuceni już we wstępie i robią się ważni dla fabuły dopiero w ostatnim odcinku.

Kiedy omawiałam odcinek A Gdyby…? o postapokalipsie zombie, wspomniałam, że Marvel Zombies to jedna z najmroczniejszych linii fabularnych w historii Marvel Comics (a przynajmniej na początku był to czysty horror, ale potem skręcał trochę w horror komediowy). A to dlatego, że nie tylko mamy standardową fabułę o żywych trupach, lecz także dlatego, że ten wirus, którym Sentry z innego wymiaru zaraził superbohaterów, nie czyni z nich bezmyślnych istot, kierujących się instynktem. Nie, te zombie zachowują świadomość samych siebie i inteligencję, ale panuje nad nimi przemożny głód ludzkiego mięsa. Przez to są o wiele bardziej niebezpieczni i przerażający, bo poza tym, że mają swoje moce i umiejętności, nie cofną się przed żadnym podstępem, aby zdobyć nowe ofiary (i już w pierwszej scenie serii mamy tego przykład – zombie Reed Richard przekonuje swój odpowiednik ze świata Ultimate, aby otworzył dla niego portal międzywymiarowy). A dość szybko udało im się ogołocić swoją Ziemię z ludzi, tak więc, aby zaspokoić głód, muszą sięgać dalej – sprowadzają do siebie Galactusa i po pożarciu go, ruszają w kosmos, a kiedy już to im nie wystarcza, zaczynają szukać jedzenia w multiwersum. I choć zombie Spider-Man czuje wyrzuty sumienia z powodu ludzi, których zjadł i szuka lekarstwa na wirusa, Hank Pym z lubością zjada T’Challę kawałek po kawałku i stwierdza, że nawet, kiedy zostanie wyleczony, nie zrezygnuje z ludzizny.

Dlatego fakt, że w MCU te zombie były bardzo (że tak powiem) „klasyczne”, był dla co poniektórych pewnym rozczarowaniem. Wielka groza i tragedia Marvel Zombies polegała właśnie na tym, że superbohaterowie, których walkę ze złem śledziliśmy przez te lata, tutaj zatracają swoje człowieczeństwo, pozostając przy tym w pełni władz umysłowych. Tutaj zaś są to zombiaki, które są powolne i głupie, i od czasu do czasu załączy im się pamięć mięśniowa, aby użyć broni lub unikalnych mocy do zdobycia pożywienia.

Spin-off poniekąd „naprawia” ten błąd, wprowadzając wątek Wandy Maximoff jako Królowej Umarłych. Wanda już w A Gdyby… Zombie? była o wiele bardziej przerażająca jako żywy trup z wielką magiczną mocą, a teraz dowodzi zombiakami za pomocą kontroli umysłów, a nawet przemawia do nich ustami innych zombiaków (najczęściej Okoye). I mam wrażenie, że to rozwiązanie też jest trochę niedorobione. Po części dlatego, że znów mamy Wandę Maximoff jako czarny charakter, a po części dlatego, że w pierwszym odcinku Blade sugeruje, że jest jeszcze jakaś siła, która panuje nad zombie i która ściera się z Królową Umarłych o władzę bez baczenia na to, co stanie się z ludzkością… ale potencjalni rywale Wandy – używająca swojej technologii do sterowania zombie Melina i skupiający w sobie moce Kamieni Nieskończoności Hulk – są postaciami zdecydowanie pozytywnymi, stojącymi raczej z boku, więc ten wątek do niczego nie prowadzi. Nie rozumiem też do końca, dlaczego Wandzie tak zależało na tym, aby Kamala do niej dołączyła, bo poza przekaźnikiem dziewczyna nie wydawała się na tyle potrzebna ani potężna, aby stanowić jakąkolwiek przewagę po jednej lub drugiej stronie.

(Aczkolwiek to, co mogę policzyć Wandzie na plus, to to, że kiedy twierdziła, że chce użyć mocy Kamieni Nieskończoności, aby „wszystkich ocalić”, były momenty, kiedy widziałam w tym pewien sens. W końcu dzięki Kamieniom mogłaby odwrócić czas, wyleczyć wirusa i sprawić, że apokalipsa nie miałaby miejsca. Ponadto Szkarłatna Wiedźma umiejętnie używa swoich mocy iluzji, aby powiększać swoją armię podczas „biesiady” w Nowym Asgardzie. W zasadzie Wanda jest najbliższa tego, czym żywe trupy były w oryginalnym Marvel Zombies – inteligentnymi istotami zdolnymi do manipulacji.)

Tak więc pod kątem samych zombiaków, Marvel Zombi się nie popisuje. Ale robi kilka rzeczy całkiem interesująco.

Na pewno całkiem zmyślnie korzysta z tego, że superbohaterowie, superzłoczyńcy, kosmici, magowie i różne inne posiadające moce byty próbują poradzić sobie podczas tej apokalipsy zombie (mamy na przykład Mandaryna, który oddaje pierścienie synowi, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się infekcji u Shang Chi). Marvel Zombi pamięta też, że w MCU jest mnóstwo miejsc, które są (relatywnie) odizolowane od reszty świata – nie tylko Raft czy Kamal-Taj, lecz także Nowy Asgard (który w tym wszechświecie został ustanowiony wewnątrz skały, za wielką bramą i prawie nikt nie ma tam wstępu), Talokan czy Wakandę – a przez to mogłyby służyć jako potencjalne schronienie przed żywymi trupami. I te lokacje też nie są nigdy do końca bezpieczne, bo Zemo musi oddać na pożarcie Namorowi i jego ludziom kilku swoich „obywateli”, aby raz na jakiś czas Talokanie dawali im spokój; Walkiria nie wpuszcza obcych do Nowego Asgardu, ale robi interesy z „królową Sokovii”, czyli Wandą (nie wiedząc, że jest ona Królową Umarłych), a Wakanda już została zainfekowana, zanim Peter, T’Challa i Scott zdążyli tam dolecieć.

No i jak to bywa w postapokalipsach zombie, każdy może umrzeć. Już w pierwszym odcinku Kamala jest świadkiem śmierci Riri i Kate, a potem ginie jeszcze Melina. W drugim odcinku ofiarami zombiaków stają się Yelena, Wenwu i John Walker (a w każdym razie myślę, że tym pomagierem Zemo był John Walker), w trzecim Zemo, Death Dealer, Red Guardian, Jimmy Woo i Thor… a nie wiemy, co się stało, na przykład, z rodziną Khanów.

Przy okazji też mamy tę ogólną beznadzieję sytuacji, w której wielu już przestało wierzyć, że da się cokolwiek zrobić, poza walką o przetrwanie. Tak więc przekaźnik wydaje się taką ostatnią deską ratunku, taką rozpaczliwą próbą ocalenia ich świata, która to próba wymagała wielu poświęceń. Dlatego kiedy już Korpus Nova pojawia się na wezwanie podejrzanie szybko i każe statkowi z Kamalą, Walkirią, Blade’m, Katy i Shang Chi odejść, bo ich planeta „została uznana za straconą”, ta beznadzieja powraca. Korpus im nie pomoże, więcej – będzie trzymał Ziemię pod wieczną kwarantanną, tak więc potrzebny jest inny plan. Tym planem jest niedopuszczenie do tego, aby utrzymujący w ryzach moc Kamieni Nieskończoności Hulk został przejęty przez Wandę i dlatego ostateczna walka serii ma miejsce na równinach, gdzie siedzi Hulk i bohaterowie (Kamala i spółka, ale też magowie z Kamal-Taj, Spider-Man i Ant-Man) muszą chronić go przed hordą zombiaków.

I ta ostateczna walka jest odpowiednio epicka (zwłaszcza jeśli chodzi o zombie Hanka Pyma, który przeprowadza zmasowany atak mrówek) i odpowiednio przerażająca… jednakże Kamala, która patrzyła już na śmierć tylu bliskich osób i wydaje jej się, że również jej ocaleli przyjaciele niebawem zginą, decyduje się jednak przystać do Wandy, która obiecuje jej koniec cierpienia. Marvel Zombi kończy się więc tym, że Kamala jest przekonana, że wszystko wróciło do normy i może teraz spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi… ale powoli dociera do niej, że to tylko iluzja.

I powiem szczerze, że ze wszystkich trzech okołohalloweenowych produkcji MCU, Marvel Zombi było rozczarowujące. Zwłaszcza że Wilkołak Nocą i To zawsze Agatha jednak oferowały coś unikalnego, eksplorację jakiegoś nowego zakątka uniwersum. Animacja o zombiakach wydaje się pasować do nich jak pięść do nosa, tak pod kątem wątków, jak i tego, co wprowadzała do franczyzy. Wydaje mi się też, że Marvel Zombi było za krótkie i nie wykorzystało w pełni potencjału historii o postapokalipsie zombie w uniwersum Marvela (na przykład, nie wiemy jak radziła sobie wioska Ta Lo).

Następnym razem (być może już w tym miesiącu, a być może w listopadzie, jeszcze nie wiem) wrócimy do omawiania Piątej Fazy MCU i weźmiemy się za Kapitana Amerykę: Nowy Wspaniały Świat.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź