Meg ogląda MCU – Spiderman: Homecoming

Dość powiedzieć, że swego czasu Spiderman w MCU był wielkim wydarzeniem. Człowiek-Pająk to flagowy superbohater Marvela porównywalny wręcz do Supermana i Batmana, jeśli chodzi o ikoniczność. I też, kiedy MCU zaczęło nabierać rozpędu i udowadniać, że umie robić świetne adaptacje komiksowych bohaterów, wielu ludzi chciało, aby Spiderman czy Fantastyczna Czwórka, których adaptacje miały różny poziom (i w zasadzie to Fantastyczna Czwórka nie miała szczęścia do filmowych adaptacji), wrócili do Marvel Studios i otrzymali godne siebie filmy.

Po porozumieniu z Sony, Marvel Studios mogło użyć Spidermana w swoim uniwersum i jego pojawienie się w zwiastunie Wojny Bohaterów wzbudziło zrozumiałą furorę, a zapowiadany później film o Człowieku-Pająku był gorąco wyczekiwany.

Kiedy zaś nadszedł czas, aby go obejrzeć, wielu fanów i krytyków miało wobec niego kilka uwag.

Opis Fabuły:

Tuż po bitwie o Nowy Jork, prowadzący firmę rozbiórkową Adrian Toomes dowiaduje się, że jego zlecenie sprzątniecia po kosmitach zostało przejęte przez Departament Kontroli Zniszczeń, który ma za zadanie przechowywać technologię Chitauri. Toomes postanawia ukraść pozostałości po statkach obcych i wykorzystać je do własnych celów. Osiem lat później, tuż po walce na lotnisku, Peter Parker otrzymuje od Tony’ego Starka nowy kostium Spidermana i informację, że Avengersi do niego zadzwonią w razie kolejnej misji. Peter spędza więc kolejne miesiące czekając na kontakt, ucząc się w szkole dla technicznie uzdolnionych i robiąc porządek z drobnymi przestępcami. Pewnego dnia natyka się na rabusiów używających do obrabowania bankomatu kosmicznej broni, i postanawia zbadać sprawę.

Wnioski Ogólne:

Spiderman: Homecoming próbował uniknąć błędów, które zarzucano wcześniejszemu Niesamowitemu Spidermanowi, a mianowicie – tego, że ich film byłby podobny do filmów Sama Raimiego, że powielałby origin story, który już widzieliśmy (śmierć wujka Bena i gadkę o odpowiedzialności) i że przywracałby przeciwników, którzy już pojawili się na wielkim ekranie (jak Zielony Goblin). Twórcy Homecoming chcieli, aby ich Człowiek-Pająk miał własny klimat, dlatego śmierć wujka Bena jest zasygnalizowana, Peter chodzi do liceum dla akademicko uzdolnionej młodzieży, Flash Thompson – zamiast być po prostu osiłkiem dokuczającym kujonowatemu Parkerowi – jest bogaczem, który rywalizuje z Peterem na płaszczyźnie naukowej; a przeciwnikiem Spidermana jest Vulture, którego dotąd nie mieliśmy okazji oglądać w kinach.

Niemniej jednak wiele osób uważało te zmiany za zbyt drastyczne i usuwające najważniejsze elementy Petera Parkera jako postaci. Śmierć wujka Bena jest ważna dla Spidermana jako bohatera również dlatego, że jest to dla niego bolesna lekcja o odpowiedzialności, której wątek przebija się przez całe jego życie; a tymczasem osoba wujka Bena właściwie nie istnieje w MCU, co najwyżej mamy ogólnikowe stwierdzenia, że ciotka May coś przeżywa i Peter nie chce jej martwić. Nowy strój Spidermana nie został zaprojektowany przez Petera, wykazując, że pomimo ograniczonych zasobów, jest w stanie stworzyć coś zajebistego przy pomocy nauk ścisłych; jest za to prezentem od Iron Mana nafaszerowanym licznymi gadżetami. Flash Thompson jest o wiele płytszą postacią niż we wcześniejszych odsłonach, odpowiednik Mary Jane jest antypatyczny, a wspierająca postać Neda została zaczerpnięta z komiksów o Milesie Moralesie, czyli drugim Spidermanie. Po latach krytykuje się również to, że ciotka May nie ma prawie nic do roboty, poza byciem obiektem seksualizacji i czasem dzieleniem z bratankiem jakiejś miłej sceny (zwłaszcza kiedy Spiderman: Uniwersum pokazało ją jako kobietę bardziej zaangażowaną w fabułę). I też wielu fanów Petera Parkera jako superbohatera do dzisiaj uważa filmy z Tomem Hollandem jako gorsze od trylogii Sama Raimiego.

Pomijając te mankamenty, jako film o młodym superbohaterze, który próbuje się sprawdzić w oczach „dorosłych” Avengersów, a jednocześnie musi nauczyć się, jak równoważyć życie licealisty i zamaskowanego bohatera, Spiderman: Homecoming jest całkiem ciekawym coming-of-age story. Zwłaszcza, że komiksy o Spidermanie nieraz opowiadały tym, jak praca superbohatera wpływała na jego życie szkolne, uczuciowe, a w końcu zawodowe. Tutaj mamy pragnącego bycia częścią prestiżowej grupy superbohaterów nastolatka, który z jednej strony dla „stażu u Starka” rezygnuje z kolejnych zajęć dodatkowych i spotykania się ze znajomymi, i jest ignorowany przez Happy’ego; a z drugiej strony podczas akcji ratunkowych doprowadza niechcący do zniszczeń mienia i narażania ludzi stojących z boku na niebezpieczeństwo.

W zasadzie jest tutaj też taki ciągnący się motyw tego, że dorośli widzą w Peterze dziecko, które jeszcze nie pojmuje jak działa świat. Niekoniecznie nauczyciele czy ciotka May (oni martwią się jego przyszłością), ale właśnie Happy i Iron Man, a w pewnym momencie nawet Toomes, który zdaje sobie sprawę z tego, że jego zamaskowany prześladowca to dzieciak. W pewnym sensie jest to zrozumiałe – jest w nastoletnim Spidermanie pewna naiwność i nadpobudliwość, no i może rzeczywiście jako nastolatek dopiero uczy się, że jego zachowanie może mieć konsekwencje, niemniej jednak ta lekceważąca postawa dorosłych wobec niego sprawia, że Peter tym bardziej chce się wykazać.

I na pewno w dużym stopniu Peter motywowany jest chęcią sprawdzenia się przed „panem Starkiem”; pokazania, że Człowiek-Pająk nadaje się na większe akcje niż tylko bycie „przyjaznym Spidermanem z sąsiedztwa”. Do pewnego stopnia nawet wiąże swoją przyszłość z byciem superbohaterem i dlatego w jednej scenie mówi Nedowi, że jak już przymknie Toomesa, to nie wróci do szkoły, bo odtąd będzie zajmował się pracą superbohatera na cały etat. Ani Happy, ani Tony tak naprawdę nie siadają z nim sam na sam i nie tłumaczą mu, że powinien poważnie myśleć o przyszłości; że bycie superbohaterem nie jest wcale tak zajebiste, jak się chłopakowi wydaje. Tony, co prawda, zdaje sobie sprawę z tego, że Peter chce się wykazać, i okazjonalnie go chwali (aby być kimś zupełnie innym niż jego ojciec, Howard), ale chyba nie do końca rozumie, kim jest w oczach Petera i jak bardzo Spiderman pragnie być taki jak on.

W swoim śledztwie Toomesa Peter w zasadzie ma wrażenie, że może liczyć tylko na siebie, Neda i ewentualnie Karen (czyli sztuczną inteligencję swojego skafandra). Iron Man i Happy ani nie traktują Vulture’a poważnie, ani nie słuchają, co Spiderman ma im do powiedzenia… No dobrze, może i Tony wysyła za Toomesem FBI, ale nie mówi Peterowi, że został wysłuchany i że od teraz sprawą Vulture’a zajmą się wyższe organy. Od momentu, w którym Peter zgłasza sytuację, ma on wrażenie, że nikt go nie słucha, zwłaszcza że do tej pory nikt nie zwracał na niego uwagi. Właściwie obecność dorosłego superbohatera, który bierze Spidermana pod swoje skrzydła, sprawia, że sytuacja jest zupełnie inna, niż gdyby Spiderman miał walczyć w pojedynkę jak w filmach Raimiego czy Webba – tym razem ktoś starszy i bardziej doświadczony w byciu superbohaterem nad nim czuwa, więcej – obiecuje mu miejsce wśród Avengersów! Tak więc ten ktoś powinien go pokierować w taki sposób, aby chłopak popełniał mniej błędów, nie pakował się w kłopoty i przy okazji miał wykształcony w sobie jakiś kompas moralny. Kilka gadżetów do tego nie wystarczy – skoro już mamy teoretycznie postać mentora dla młodego bohatera, ten mentor powinien być wraz z nim prawie cały czas, a Tony Stark przez większość filmu sprawia wrażenie wiecznie zajętego.

Mamy więc tu sytuację podobną do miliona różnych historii o dzieciach i nastolatkach, kiedy to pokonanie „tego złego” spoczywa na młodzieży, bo dorośli nie widzą zagrożenia albo je lekceważą. Zresztą tak musi być, bo Spiderman musi z jednej strony nabrać pewności siebie i pokazać, że nawet bez stroju od Iron Mana może być całkiem dobrym superbohaterem; a z drugiej – być bardziej odpowiedzialnym. W dużej mierze jest to historia o tym, że Peter – zamiast próbować naśladować Iron Mana i starać się dostać do Avengersów – odkrywa, że jego własny pomyślunek, moce, wytrwałość i dobre serce czynią z niego całkiem dobrego superbohatera.

Ostatecznie wiele osób Spidermana podziwia i nie chodzi tylko o dzieciaki z liceum Petera, lecz także o drobnego przestępcę, którego Peter uratował przed gniewem ludzi Toomesa; a także samego Vulture’a, któremu Człowiek-Pająk uratował córkę. Obaj właściwie stwierdzają: „Szanuję cię, bo masz jaja.” i pomagają mu, na swój sposób, ponieważ zrobił dla nich coś dobrego i okazał przy tym odwagę. Przynajmniej w tym filmie przyzwoitość – nawet ta w przestępczym półświatku – nakazuje okazać wdzięczność.

No właśnie, Toomes – przez wielu uważany jest za nieco lepszego antagonistę od większości złoczyńców w MCU. Po części dlatego, że zaczyna jako człowiek, któremu Departament Kontroli Zniszczeń (we współpracy z Tony’m Starkiem) zabrał robotę. Aby utrzymać swoją rodzinę, Toomes postanowił, że zabierze obcą technologię i wykorzysta ją do stworzenia broni, którą potem będzie sprzedawał przestępcom. I przez dłuższy czas uważa się on za szarego człowieka z klasy pracującej, działającego na przekór temu brzydkiemu Iron Manowi, który nie dba o to, jak jego działania wpływają na „maluczkich”; ale w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę z tego, że już nie jest tym szarakiem, bo ma całkiem porządny dom i niekoniecznie myśli o tym, że jego broń może zaszkodzić zwykłym ludziom. Choć w zasadzie nie za bardzo widzi w tym ironię. na stwierdzenie Petera, że sprzedaje przestępcom broń, odpowiada: „A jak myślisz? Jak dorobił się Stark?” W tym momencie zresztą już mieliśmy okazję zobaczyć jego bezwzględność – niedawno zabił jednego ze swoich pracowników i groził nastolatkowi bronią, i teraz też zamierza spuścić na owego nastolatka budynek. Tak więc Toomes nie jest już tym samym człowiekiem, co osiem lat temu.

Jednocześnie Vulture przedstawiany jest też jako kochający mąż i ojciec, który chce zapewnić żonie i córce godny byt. Jest to zresztą zgodne z jego charakterystyką w komiksach – Vulture ma wielu członków rodziny (bratanka, wnuczkę, synową…), którymi się opiekuje i właśnie dlatego sprzedaje broń, aby wspierać ich finansowo. Toomes w Homecoming ma też pewne zasady – kiedy dowiaduje się, że chłopak jego córki to Spiderman, oferuje mu szansę, aby nie wtrącał się w jego sprawy, tylko po prostu poszedł sobie na szkolny bal i świetnie się bawił ze swoją dziewczyną. Robi to dlatego, że Spiderman uratował jego córkę (chociaż grozi też chłopakowi, że jeśli nie ustąpi, Vulture zabije nie tylko jego, ale wszystkich jego bliskich; a potem jeszcze kilka razy nastaje na jego życie). Również kiedy Peter ratuje Toomesa ze zgliszczy w ostatecznej walce, Vulture odwzajemnia się nie wydając tożsamości Spidermana mściwemu współwięźniowi.

Powróćmy jeszcze na chwilę do zarzutów względem tego filmu. Poza tymi ściśle związanymi z postacią Spidermana, Homecoming krytykowane jest też za obecność Iron Mana. Do pewnego stopnia Iron Man kradnie ten film, w tym sensie, że nie tylko mamy powyższy wątek mentorstwa Starka względem Spidermana, lecz także klasyczny przeciwnik Spidermana ma tutaj tak naprawdę zatarg z Tony’m Starkiem, a nawet jest pomyślany jako jego kolejna mroczna wersja (z tym, że wychodzi znacznie lepiej niż klony Stane’a) – również geniusz, również ktoś sprzedający broń i przeświadczony o swoich racjach, również ktoś ze skafandrem wyposażonym w liczne gadżety… ale też ktoś, kto nigdy nie zdał sobie sprawy z destrukcyjności swoich działań i nie próbował odkupić swoich win.

Zresztą w tamtym momencie (zwłaszcza po sytuacji z Wojny Bohaterów) Iron Man trochę męczył tę część publiczności, która nie była jego hardkorowymi fanami. Choć wtedy moja niechęć do tej postaci była jeszcze umiarkowana względem tego, jaka jest teraz, to ja też miałam go już dość i chciałam, aby go nie było; a przynajmniej, aby Spiderman nie był z nim tak mocno związany. I wiecie, zwykle uwielbiam relacje mentor-uczeń i jest to jeden ze sposobów, aby mnie jakimś dziełem kultury zainteresować, ale o ile inni rozpływali się nad relacją Petera i Tony’ego i postrzegali Iron Mana jako figurę ojcowską dla Spidermana, ja tego tak nie widziałam. Po obejrzeniu filmu ponownie, zdałam sobie sprawę z tego, że ta relacja w ogóle nie istnieje, a Iron Man – jak wykazałam powyżej – jest, w najlepszym razie, niedbałym mentorem. Nawet ostatnia scena go od tego nie ratuje.

(I wiecie, ja się trochę martwię, że Doktor Strange zostanie zmaszczony w podobny sposób, kiedy w najnowszym Spidermanie zrobią z niego mentora dla Petera. Może i będzie to bliższe komiksom, ale kto wie, co odbije scenarzystom.)

Tak czy inaczej, Spiderman postanawia pozostać na razie superbohaterem od małych przestępstw i zająć się swoim życiem prywatnym i akademickim.

Następny film w kolejce zamyka trylogię Thora i status Odyna jako Ass of the Asgard zostanie potwierdzony.

Leave a Reply