Meg ogląda... · Merlin

Meg ogląda Merlina – 5×12 i 5×13 „Decydujące starcie” (finał)

Decydujące starcie Merlin

Przybywam zniszczyć Wam święta! Pomijając już fakt, że polskie tłumaczenie tych dwóch odcinków – Decydujące starcie – nie oddaje poetyckiego nawiązania (Diamond of the Day) do wiersza Edwina Muira, to jeszcze ostatni odcinek został wyemitowany w Wigilię 2012 i do dzisiaj fanom Przygód Merlina Boże Narodzenie kojarzy właśnie z tym finałem. W zasadzie co roku w grudniu BBC Merlin zaczyna trendować w social mediach i wszyscy, mniej lub bardziej żartobliwie, wspominają o „traumie” związanej z Decydującym starciem.

A dzisiaj opowiem Wam, dlaczego tak jest.

Opis Fabuły:

Wkrótce po wieczorze spędzonym na grze w kości, Merlin wraca do Gajusza i zostaje zaatakowany w łóżku przez wielkiego ślimaka, który wysysa z niego magię. Ratuje chłopaka Gajusz, i stwierdza, że ślimaka musiała zostawić Morgana, która zna już tożsamość Emrysa od Mordreda. Tymczasem Morgana i Mordred atakują magią twierdzę Stowell, a Gwaine ratuje z niej kobietę imieniem Eira. Aby nie dopuścić do tego, że armia Morgany dotrze do Camelotu, Artur postanawia stawić jej czoło w przełączy Gór Białych, a konkretnie – pod Camlann. Aby uchronić Artura przed zapowiadaną w proroctwach śmiercią i odzyskać moce, Merlin wybiera się to Kryształowej Groty, gdzie magia się narodziła.

Co Z Tego Pamiętam:

O pewnych rzeczach na temat tego, jak Decydujące starcie wpłynęło na mnie i na innych fanów Przygód Merlina będę jeszcze opowiadać w dalszej części tego tekstu. Wspomnę tylko, że już po premierze pierwszej części finału wyciekła pewna scena, która wzbudziła wielkie poruszenie.

Ja sama bardziej pamiętam drugą część, niż pierwszą, ale po ponownym obejrzeniu odkryłam, że znajduje się tam dwójka aktorów, których znam z innych rzeczy. Po pierwsze – Eira grana jest przez Erin Richards, którą ja kojarzę z roli Barbary Kean w Gotham. Po drugie (i to uważam za o wiele ciekawsze) – Ari, na którym Morgana testuje na samym początku wysysającego magię ślimaka, grany jest przez Petera Guinessa, którego ja znam z roli Średniego Dave’a we Wiedźmikołaju. Jest to dla mnie o tyle interesujące, że – jeśli pamiętacie z pilota – sługa, nad którym znęcał się Artur, pojawił się również w tym samym miniserialu jako Myślak Stibbons. Mamy więc tutaj takie ciekawe domknięcie.

Wnioski Ogólne:

Legendy arturiańskie kończą się w sposób dramatyczny, ale jednak w pewien sposób poetycki. Król Artur stacza walkę pod Camlann ze swoim zdradzieckim siostrzeńcem Mordredem, który pod nieobecność wuja uzurpuje tron (według wczesnej wersji Artur wyruszył do Francji, aby walczyć z Rzymianami, według późniejszej – ruszył za Lancelotem, który nie tylko miał romans z jego żoną, lecz także przyczynił się do śmierci braci sir Gawaina). Podczas bitwy pod Camlann wielu Rycerzy Okrągłego Stołu ginie, a Artur i Mordred staczają między sobą pojedynek. Król zabija zdrajcę, ale sam zostaje śmiertelnie ranny. Przed śmiercią każe sir Bedievere’owi (albo Griftetowi, w zależności od wersji) wyrzucić Excalibur do wody i oddać go Pani Jeziora (i tak jak ręka w wodzie dała Arturowi miecz, tak teraz go odbiera), a sam zostaje zabrany przez swe siostry do Avalonu, gdzie czeka w stanie między życiem a śmiercią i ma powrócić w momencie, kiedy Albion będzie w największej potrzebie.

W zasadzie cały piąty sezon Przygód Merlina zmierzał do adaptacji tej historii. Słyszeliśmy o zgubie Artura, ciągle ktoś wspominał o tym, że Mordred przyczyni się do upadku króla, a nawet pojawiła się przepowiednia o Camlann. W zasadzie Merlin przez cały trzeci, czwarty i piąty sezon próbował nie dopuścić do tego, aby proroctwo o upadku Artura się spełniło, ale zdarzało mu się podejmować przy tym głupie decyzje, które tylko przyspieszały spełnienie przepowiedni.

I w sumie może nie byłoby w tym nic złego, biorąc pod uwagę to, że cały serial jest o przeznaczeniu. O przeznaczeniu wielkich królów, ale i tych, którzy mają pomóc im w osiągnięciu tej wielkości. O tym, jakim ciężarem jest tak wielkie przeznaczenie. O pułapkach tegoż przeznaczenia, kiedy próbuje się przed nim uciec, ale okazuje się, że nawet te próby ucieczki były częścią przepowiedni. W zasadzie od pierwszego odcinka serii, w którym Wielki Smok wspomina o tym, że Merlin i Artur są „dwiema stronami tej samej monety”, przeznaczenie jest stałym motywem przewodnim Przygód Merlina.

Tyle że Decydujące starcie niesie ze sobą pewne problemy. Po części wynikają one z tego, co było w samym piątym sezonie – obiecano nam złoty wiek Camelotu, zjednoczony Albion i przywrócenie magii, ale nie widzieliśmy za bardzo, aby tak właśnie było (jedynie od czasu do czasu jakiś król był sprzymierzeńcem Artura i ktoś coś wspomina o pokoju i dobrobycie Camelotu), a w przypadku samych użytkowników magii nadal nic się nie zmieniło. Po części problemy wynikały też z tego, że ta śmierć Artura poprzedzona jest czymś, na co fani czekali bardzo długo, a co przyszło zdecydowanie za późno.

Ale zanim do tego dojdę, skupię się na pierwszej części tego finału.

Merlin na początku historii traci moce, a to oznacza, że jest nie tylko o wiele bardziej narażony na różne niebezpieczeństwa, lecz także nie może towarzyszyć swojemu królowi, aby go ochronić. W noc przed wyruszeniem na bitwę Merlin mówi mu, że Gajusz poprosił go o zebranie specjalnych ziół (wymówka, którą Merlin wykorzystywał już wiele razy), ale Artur myśli, że jego sługa po prostu nie chce walczyć. I w tej scenie jest taki żal i napięcie, bo Merlin chce się wybrać na tę bitwę, chce wesprzeć swojego pana, ale bez magii nic nie poradzi, a Artur miał go dotąd tylko za niedojdę, a teraz ma go za tchórza.

Niemniej jednak pozwala Merlinowi „zebrać zioła” i raczej nie ma nic przeciwko temu, aby Gwaine z nim poszedł (Merlin specjalnie wziął ze sobą rycerza, bo w Dolinie Upadłych Królów wciąż się kręcą bandyci). Jest moment, w którym panowie zostają napadnięci i Merlin nie może się bronić w taki sam sposób, w jaki zwykle się broni (rzucając magią przeciwników do tyłu, kiedy nikt nie widzi, albo przesuwając elementy otoczenia). Na szczęście Gwaine wystarczy, aby odeprzeć atak i wkrótce docierają do wnętrza groty. Wtedy Merlin mówi rycerzowi, że musi sam załatwić pewną sprawę, a Gwaine powinien wracać do Artura i go wesprzeć.

I tak się składa, że przy okazji Decydujące starcie adaptuje również opowieść o Merlinie uwięzionym w Kryształowej Grocie (tudzież w drzewie). O ile jednak w legendach tą, która więzi czarownika, jest Nimue, o tyle tutaj to Morgana. Merlin więc przez resztę odcinka siedzi ranny i bezbronny w grocie, podczas gdy Artur lada chwila ma walczyć z Morganą i Mordredem pod Camlann.

I nagle pojawia się duch Balinora i przemawia do syna. Nie tylko mówi Merlinowi, że magia jest we wszystkim wokół niego, a także w nim samym, ale też przekazuje mu, że jest z niego dumny (czego duch Uthera nie powiedział swojemu synowi). Po krótkim odpoczynku Merlin nie tylko odzyskuje moc i zdrowieje, lecz także wykorzystuje kryształy w grocie, aby (niby to we śnie) ostrzec Artura przed nadchodzącą zasadzką. Wkrótce wydostaje się z pułapki pod postacią Dragoona.

Drugą część Decydującego starcia otwiera bitwa pod Camlann i jadący na nią na łeb na szyję Merlin. Udaje mu się nie tylko dotrzeć, ale i z daleka pomóc w walce (a nawet zmusza Aithusę do odwrotu używając mocy Władcy Smoków), ale niestety dochodzi do walki między Arturem i Mordredem. I choć Mordred sam ginie z ręki Artura, to jednak robi to z uśmiechem na ustach, bo udało mu się śmiertelnie ranić króla. A że użył do tego miecza wykutego w smoczym ogniu, Merlin nie może uleczyć Artura nawet magią.

Przez resztę finału Artur jest więc ciężko ranny i Marlin zamierza zabrać go do sidhe, bo w Avalonie mogą go na pewno uleczyć. Po drodze musi też uważać na Sasów, dlatego podróżuje w ukryciu. Kiedy Artur budzi się po raz pierwszy, Merlin wreszcie zdradza królowi, że ma magię.

I tu właśnie pojawia się drugi powód, dla którego Decydujące starcie jest problematyczne. Fani czekali na to, aż Artur dowie się o mocy Merlina, w zasadzie od pierwszego sezonu. Czekaliśmy, spekulowaliśmy, pisaliśmy fanfiki, w których wreszcie to miało miejsce albo w których Artur wie już o mocy Merlina i czarownik może swobodnie działać jako nadworny mag. Sam Bradley James, grający Artura, uważał, że jego postać już się czegoś domyśla… ale scenarzyści mieli inne plany. Co jakiś czas widzieliśmy, jak niechęć Artura do magii się utrwala i wydawało się, że to jeszcze nie jest ten moment, aby Merlin się ujawnił. Tak więc ten wielki moment, na który czekaliśmy całą serię, dostaliśmy dopiero w finale, jak Artur jest umierający.

Same w sobie te sceny między Arturem a Merlinem są naprawdę dobre. Na początku Artur jest nieufny wobec czarownika, ale im dłużej go obserwuje i im dłużej z nim rozmawia, tym bardziej przekonuje się, że Merlin nie tylko nadal jest jego wiernym sługą i przyjacielem, ale też ile dla niego przez te wszystkie lata robił. Wreszcie mu dziękuje za wszystko i przeprasza za to, jak go traktował.

Tylko, że właśnie przychodzi to zbyt późno. Nie dostaniemy już Merlina, który otwarcie praktykuje magię i przywraca ją Camelotowi. Nie dostaniemy już Artura, który panuje, znając prawdę. Król Artur umiera tak jak w legendzie i tak jak w legendzie jego ciało podróżuje na barce do Avalonu, Excalibur trafia z powrotem do Pani Jeziora, ale jest jeszcze przepowiednia o tym, że Dawny i Przyszły Król powróci w chwili, kiedy Albion będzie go potrzebować najbardziej.

Morgana zostaje zabita jednym dźgnięciem Excalibura (i to jest kolejna rzecz, która się ludziom nie podobała; wielka kapłanka Dawnej Wiary zostaje pokonana bez większego polotu), a Ginewra zostaje królową Camelotu. Decydujące starcie kończy się sceną w czasach współczesnych, kiedy to stary Merlin w przebraniu bezdomnego wędruje po asfaltowej drodze. I to jest właśnie ta scena, która wyciekła i wywołała poruszenie wśród fanów. To zakończenie miało w sobie pewien smutek (bo nieśmiertelny Merlin musiał patrzeć jak umierają jego przyjaciele i jak świat wokół niego się zmienia, a Artur się nadal nie pojawia), ale i pewną nadzieję na to, co może przynieść przyszłość.

Generalnie twórcy i obsada Przygód Merlina wypowiadali się o tym, że to dobrze, że serial kończy się, kiedy jeszcze jest popularny, zamiast ciągnąć się w nieskończoność. Jednakże jakiś czas po wyemitowaniu ostatniego odcinka krążyły słuchy, że ma powstać jakiś nowy projekt związany z Przygodami Merlina (pamiętam coś o pełnometrażowym filmie i o animacji), a to zakończenie we współczesności stanowiło dobry punkt wyjścia właśnie do historii o powrocie króla Artura. Niemniej jednak lata mijały i nic więcej nie było o tym słychać. Co prawda, w październiku 2023 roku oficjalny twitter serialu napisał w opisie: „We’re back in Camelot!” i na chwilę fanbaza się ożywiła… ale od tamtego czasu znów nic więcej się nie wydarzyło.

Sama oceniałam Decydujące starcie jako nawet satysfakcjonujące, przez swoją tragiczność, jednak od kiedy obejrzałam je po raz pierwszy, nie chciałam już wracać do Przygód Merlina. Im więcej czasu też mijało, tym bardziej przekonywałam się, że ten finał zostawił wiele rzeczy niedokończonych i to sprawiło, że do dzisiaj wzbudza tak silne emocje.

W zasadzie to już podczas oglądania odcinków ostatnich dwóch sezonów zaczęłam trochę tęsknić za lekkością pierwszego i drugiego sezonu. To je będę zawsze wspominać z pewnym rozrzewnieniem, bo jednak sprawiły, że bardzo długo jarałam się Merlinem, Arturem, Gajuszem i cała resztą. Przygody Merlina sprawiły też, że zaprzyjaźniłam się z Miryoku. Dlatego, choć nad pewnymi rzeczami nadal ubolewam, to cieszę się, że mogłam po latach przypomnieć sobie ten serial i spojrzeć na pewne jego aspekty świeższym okiem.

Z tą myślą życzę Wam wesołych świąt.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź